smęcenia starego piernika

Pozamuzyczne tematy...
Awatar użytkownika
peiter
Concert - The Cure Live
Posty: 1289
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2005, 11:35

smęcenia starego piernika

Post autor: peiter » czwartek, 24 listopada 2005, 08:45

Tak se czasem siunde, muzyki se słucham i se myśle...

Się w tej branży muzycznej porobiło...

Tak mniej więcej do końca lat osiemdziesiątych wiekszośc zespołów nagrywała płyty co roku, no... najwyzej co dwa lata, jak juz ktoś miał przerwę 3 letnią - mówiło się o "wielkim comebacku". Teraz 3-4 lata to normalka, nikogo nie dziwi. Nagranie albumu rok po roku uważano by za marnotrawstwo i nierozsądek marketingowy.
Sprzedaz płyt spada, żeby dostac "złota" czy "platynową" płyte wystarczy wcisnac ludziom jakies tam smieszne ilości albumów....

Zanim upowszechnily się kompakty, normalny czas trwania plyty to było okolo 40min - czyli 2 strony czarnego krążka. Teraz tyle trwają np single Kazika:):):) Nie wiem czy takie 40minutowe porcje nie byly lepsze, bardziej zwarte, ciekawsze... w tej chwili wiekszośc wykonawqców udostepniana nam okolo 60-70min swych wypocin za jednym razem, często zeby wysłuchać kilku świetnych utworów muszę sie przebijać przez całe kilogramy szlamu i mułu - czyli reszte płyty.

Czarne krążki to snobizm dla majętnych, narzedzie pracy dla Djów ale i głębsze brzmienie w szerszym paśmie, (jednak CD obcina pewne częstotliwości i to czasem słychać ) - ale nie ma juz odwrotu:):)
Kasety? Znikną wcześniej nawet niz czarne plyty. I pomysleć, że jeszcze 15 lat temu był to chyba podstawowy nośnik... na jedna 90tke wchodzilo pieknie "Faith" i "Pornography" :)
MP3 i inne formaty przyszłością muzyki? Może i tak, szkoda tylko, ze zniknął juz ten ceremoniał podejścia do gramofonu, nastawienia plyty...

Wydaje mi sie ze muzyka coraz bardziej robi sie towarem, przedmiotem, pochlanianym przy okazji i w trakcie. Słuchanie muzyki - podmiotu, dzieła - zatracilo charakter misterium, dawniej bylo bardziej "celebrowane"... szkoda
Oczywiście uogólniam strasznie, ale fakty to fakty - ze wszystkich sztuk, właśnie muzyke najbardziej dotkneły komercjalizacja, popolitośc, uprzemysłowienie.... muzycy coraz częściej przestaja byc artystami - zostają rzemieślnikami, biznesmenami, marionetkami...

Awatar użytkownika
mort184
The Top
Posty: 939
Rejestracja: piątek, 11 października 2002, 09:49
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: mort184 » czwartek, 24 listopada 2005, 09:56

O to, to, panie dzieju....

Żadna z moich ulubionych płyt nie trwa więcej niż 60 minut, a te najulubieńsze - około 40...
Przemysł i tyle... cynizm i drenaż kieszeni: każdy album w kilku wersjach, a single w szesnastu formatach... dalej - przerost wizualiów nad treścią...
Jeszcze - tzw. wersje singlowe... iście diaboliczny pomysł na "promowanie płyt": pół biedy, jeśli jest to edit z - powiedzmy - przyciętym wstępem. Gorzej, że często ktoś, kto kupuje płytę, bo spodobał mu się kawałek z singla, zostaje zwyczajnie oszukany... Bo jak ma się singlowa wersja IN YOUR ROOM Depeche Mode do tej albumowej? A ALL IS FULL OF LOVE Bjork??? To tylko dwa pierwsze z brzegu przykłady... zaskakuje mnie łatwość, z jaką artyści rezygnują z "orginalnego" brzmienia / kształtu utworu na rzecz skrojenia czegoś, co BĘDĄ PUSZCZAĆ, co NIE BĘDZIE ZA BARDZO DRAŻNIĆ, co NIE BĘDZIE ZA BARDZO DŁUGIE i ZA TRUDNE...
No i na koniec - to musi być fajne uczucie, kiedy Swój Ukochany Numer Swojego Ukochanego Artysty słyszy się w reklamie opon zimowych czy kawy rozpuszczalnej...
Tyle, tak na gorąco...
"WSKOCZCIE DO KLOZETU I STAŃCIE NA GŁOWIE
JA ŻYJĘ - A WYŚCIE POMARLI, PANOWIE"

Awatar użytkownika
Zajin
Japanese Whispers
Posty: 646
Rejestracja: poniedziałek, 12 stycznia 2004, 23:25
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: 3m/krk
Kontakt:

Re: smęcenia starego piernika

Post autor: Zajin » czwartek, 24 listopada 2005, 11:00

peiter pisze: Oczywiście uogólniam strasznie, ale fakty to fakty - ze wszystkich sztuk, właśnie muzyke najbardziej dotkneły komercjalizacja, popolitośc, uprzemysłowienie.... muzycy coraz częściej przestaja byc artystami - zostają rzemieślnikami, biznesmenami, marionetkami...
Może muzyka jest Ci najbliższa i dlatego wydaje sie, ze to ona zopstała najbardziej skomercjalizowana. Śmiem jednak twierdzić, ze tak samo silnie widać to w kinie i dosc ogolnie pojmowanej sztuce. Obraz stał się tak samo mało wymagajacy od odbiorcy, jak muzyka. W uogólnieniu oczywiscie. Mało pocieszające:)

A takie smęcenia słyszałam juz wiele razy. Zgadzam się, sentyment, rozgoryczenie i ogólnie jakoś tak kiedys było lepiej. Jednak z mojej strony takie narzekanie byłoby dosc obłudne, gdyż pełnymi garsciami czerpię ze zdobyczy techniki i dzięki temu poznaję 10 razy więcej muzyki niż kiedys. Nie zawsze dobrej, ale cóz za wybór 8)
into the swirl of their senselessness
cosy emptiness

Gavroche
Easy Cure
Posty: 27
Rejestracja: piątek, 11 listopada 2005, 00:03
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Holly City

Post autor: Gavroche » czwartek, 24 listopada 2005, 12:21

Stary pienik słusznie smęci...mnie,wychowanej na poglądach Przybyszewskiego fakt,że muzyka jako dziedzina sztuki upadła tak nisko również jest powodem frustracji.Taki jest znak naszych czasów niestety.Wiem po sobie,że odkąd mam neta mnóstwo zaoszczędziłam na kupowaniu płyt,ale nie wyobrażam sobie,żeby ogóle przestać je kupować!Tylko że ten pieniądz raz jest a dziesięc razy go nie ma,internet jest za to powszechny i darmowy więc rozumiem ...

bardzo niepokoi mnie za to fakt,że z muzyki robi się produkt dla mas,opatrzony kolorową,krzykliwą etykietką,który na plastikowej tacce podsuwa się prosto pod nos...

jednak to nie tylko wina muzyki,która kompletnie schamiała.To też wina nabywców takiego towaru[bo nie wiem czy można nazwać ich słuchaczami].Jeżeli wciąż istnieje popyt i to nie mały,tandeta będzie dalej egzystować...

i na koniec taka refleksja...badziewne kawałki z dawnych lat w porównaniu z dzisiejszym bardziewiem nierzadko mogą zadziwić kunsztem autora...
Ostatnio zmieniony czwartek, 24 listopada 2005, 12:42 przez Gavroche, łącznie zmieniany 1 raz.
...jeśli ktoś przyłapie kogoś,kto buszuje w zbożu...

Awatar użytkownika
peiter
Concert - The Cure Live
Posty: 1289
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2005, 11:35

Post autor: peiter » czwartek, 24 listopada 2005, 12:49

Wiesz Zajin - to nie gorycz, ja też się ciesze, ze na jednej płytce zamiast 70min moge mieć powiedzmy 6 godzin muzyki :) i że mam dostęp do o niebo wiekszej ilości płyt dzieki p2p i dzięki Kochanym Forumowiczom :):):).
Stwierdzam tylko fakt, ze 15-20lat temu było INACZEJ :)
I naprawdę 100razy bardziej wole 40 min FAITH niż godzinę WILD MOOD SWINGS czy THE CURE :wink:


I jeszcze jedno przemyslenie, hehe - mamy do dyspozycji 13 dźwięków gamy, które mozemy zestawiać w kosmicznej ilości kombinacji (silnia czy jakoś tak???).
Tylko ze:
W latach 60tych borykało się z tym kilka - kilkanascie tysiecy zespolów rockowych na całym swiecie, teraz te same dźwięki obrabiają setki tysiecy zespołów.
Jakie są tego skutki???
Naprawdę cięzko juz coś nowego wymysleć - mniej więcej od końca lat osiemdziesiątych ROCK to jedno wielkie zrzynanie, powtarzanie, przerabianie i przystrajanie "starego" w nowe szaty. Jeżeli np w latach 67-70 co roku ukazywało się po kilkadziesiąt tytułów o "dziejowym znaczeniu" i po prostu zajebaszczo ponadczasowych, to obecnie - śmiem twierdzić są takie lata, gdzie w muzyce nie dzieje sie N I C.
W 95% przypadkow, słuchajac jakiejs nowosci - mozna się spokojnie doszukać jej pierwowzoru w latach 60, 70, 80, 90tych

Ale:
W związku z tym ze obecna muza to jeden wielki rynek towarowy, aby wygenerować popyt, należy wykreować zjawisko, gwiazdę. Media, jak to media - o czymś pisać muszą, zatem co jakiś czas wybucha prasowotelewizyjna bomba typu: madchester, shoegazing, grunge, britpop, newbrits, new wave of new wave, neo - punk, emo-core, bristol sound, doom metal, new soul, czy inne heavy country :lol: Nastepnie kreuje się "wieszczy i bogów" typu Happy Mondays, Oasis, Green Day, Tricky, Elastica. Lemonheads. I mamy gotowy rynek, który funkcjonuje rok, dwa... a prasa szuka już nastepców... pieniazki, pieniażki, pieniażki... i później sie czlowiek dziwi, ze Waters chce do Flojda :)

Awatar użytkownika
arq
Pornography
Posty: 559
Rejestracja: niedziela, 2 lutego 2003, 01:30
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: z dębowej jesionki

Post autor: arq » czwartek, 24 listopada 2005, 13:57

peiter pisze:Naprawdę cięzko juz coś nowego wymysleć - mniej więcej od końca lat osiemdziesiątych ROCK to jedno wielkie zrzynanie, powtarzanie, przerabianie i przystrajanie "starego" w nowe szaty. Jeżeli np w latach 67-70 co roku ukazywało się po kilkadziesiąt tytułów o "dziejowym znaczeniu" i po prostu zajebaszczo ponadczasowych, to obecnie - śmiem twierdzić są takie lata, gdzie w muzyce nie dzieje sie N I C.
Wiesz, trochę mi cię szkoda. Ale tylko trochę, bo sam sobie to robisz słuchając wciąż tych samych starych płyt, słuchając wciąż radia zet i rmf i trójki, które to stacje wciąż puszczają to samo badziewie sprzed lat. No i słuchając reklam, których autorzy powielają to co oferują stacje radiowe. Nie rozumiem więc twojego narzekania, skoro sam w to świadomie wchodzisz. Jest alternatywa: nie oglądaj tv, reklam, nie słuchaj radia, nie czytaj teraz rocka ani metal hammera. Nie słuchaj żadnych zespołów/wykonawców którzy tworzyli przed 1985 rokiem. Ja się z tego wypisałem. Mam za to net w którym można znaleźć dźwięki o jakich ci się nie śniło. Warto spróbować i nie lekceważyć doom metalu, emo-core, madchesteru, shoegazingu, grunge a nawet heavy country...
Imagine there's no Heaven, it's easy if you try.

Awatar użytkownika
peiter
Concert - The Cure Live
Posty: 1289
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2005, 11:35

Post autor: peiter » czwartek, 24 listopada 2005, 14:30

arq pisze: Wiesz, trochę mi cię szkoda. Ale tylko trochę, bo sam sobie to robisz słuchając wciąż tych samych starych płyt, słuchając wciąż radia zet i rmf i trójki, które to stacje wciąż puszczają to samo badziewie sprzed lat. No i słuchając reklam, których autorzy powielają to co oferują stacje radiowe. Nie rozumiem więc twojego narzekania, skoro sam w to świadomie wchodzisz. Jest alternatywa: nie oglądaj tv, reklam, nie słuchaj radia, nie czytaj teraz rocka ani metal hammera. Nie słuchaj żadnych zespołów/wykonawców którzy tworzyli przed 1985 rokiem. Ja się z tego wypisałem. Mam za to net w którym można znaleźć dźwięki o jakich ci się nie śniło. Warto spróbować i nie lekceważyć doom metalu, emo-core, madchesteru, shoegazingu, grunge a nawet heavy country...
Wiesz arg, nie załuj mnie tak bardzo i nie pisz bzdur, jeżeli nie znasz moich gustów :)

po pierwsze - nie słucham radia, bo go nie posiadam, zatem zero wplywu na mnie ma :)

po drugie - czytam jedynie "Estradę i Studio" i "Future Music" :)

po trzecie - nie lekceważę nowych tryndów, np madchester i shoegazing uwielbiam :) zaś termin heavy country sam wymysliłem :D

po czwarte - nie rób ze mnie pterodaktyla zasłuchanego w starocie, rzeczy z Ninja Tune lubię, ToroccocoRot & inne postrocki i Kanał Audytywny też, Paktofonika? Rootsman? Eva Braun? GuerncayLuno? Mapa? Kobiety? nie ma sprawy! Dubu i soundsystemów mam pewnie mam wiecej niz Ty:) drumnbass? rzeczy z ObuHa czy Apostazji? oczywiście!

no i fajnie! tylko ze nie zmienia to faktu - słyszałem też kapele, które to wszystko robily wczesniej:)

po piąte - piszę jeszcze raz - NIE NARZEKAM, tylko dumam sobie nad tym, jak bardzo rock cie zmienil w ciągu 45 lat:)

Awatar użytkownika
arq
Pornography
Posty: 559
Rejestracja: niedziela, 2 lutego 2003, 01:30
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: z dębowej jesionki

Post autor: arq » czwartek, 24 listopada 2005, 14:53

peiter pisze:po piąte - piszę jeszcze raz - NIE NARZEKAM, tylko dumam sobie nad tym, jak bardzo rock cie zmienil w ciągu 45 lat:)
No trudno się tego domyślić jeśli w co drugim zdaniu powtarzasz "szkoda, szkoda"...
W ciągu tych 45 lat nie tylko rock się zmienił, ale te zmiany są wg. mnie tylko na lepsze.
peiter pisze:no i fajnie! tylko ze nie zmienia to faktu - słyszałem też kapele, które to wszystko robily wczesniej
W to już na pewno nie uwierzę... :)
Imagine there's no Heaven, it's easy if you try.

Awatar użytkownika
peiter
Concert - The Cure Live
Posty: 1289
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2005, 11:35

Post autor: peiter » czwartek, 24 listopada 2005, 15:02

arq pisze:
peiter pisze:po piąte - piszę jeszcze raz - NIE NARZEKAM, tylko dumam sobie nad tym, jak bardzo rock cie zmienil w ciągu 45 lat:)
No trudno się tego domyślić jeśli w co drugim zdaniu powtarzasz "szkoda, szkoda"...
W ciągu tych 45 lat nie tylko rock się zmienił, ale te zmiany są wg. mnie tylko na lepsze.
a wiesz? zadalem sobie trud i policzylem te "szkody" :) napisalem je DWA razy :)

arq pisze:
peiter pisze:no i fajnie! tylko ze nie zmienia to faktu - słyszałem też kapele, które to wszystko robily wczesniej
W to już na pewno nie uwierzę... :)
A to juz Twoja sprawa. Mnie nic do tego.
a w nastepnym odcinku "archiwaliów" bedzie coś z dydykacja dla Ciebie :) wolisz ELVISA czy ORBITAL?

Awatar użytkownika
s'the figurehead
Disintegration
Posty: 2071
Rejestracja: niedziela, 23 maja 2004, 12:32
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bóg wie gdzie...

Post autor: s'the figurehead » czwartek, 24 listopada 2005, 22:20

Ogólnie rzecz ujmując, od ładnych paru lat zalewa nas tania (sic!), kiczowata papka masowej popkultury i różnych kserotworów w dziedzinie muzyki, literatury, filmu, czy generalnie sztuki. Od razu też przyznam, że był czas, kiedy marudziłem, że ROCK się skończył i dobra muza(niekoniecznie rockowa oczywiście), to jakiś cholerny archaiczny relikt, którego ze świecą szukać. Od niedawna jestem raczej optymistą na tej płaszczyźnie. Szukajcie, a znajdziecie..., jak mówi pewne pismo.... Można klnąć na zalew badziewia, można rzygać tysiącem Mp3 upchanych w malutkim gównie przywieszonym do szyi, ale współczesna technika, trendy, popmasoneriakulturowa(sic!), nie są przyczyną końca tego, o czym wyżej wspomniałem. Sieć, niezależne portale internetowe, alternatywne (?!) rozgłośnie radiowe i przede wszystkim, własne czujne szkiełko i oko, (o emocjach i sercu nie wspominając ...) są kluczem do poznania nowego, nieznanego (niepowielanego), swoistą przepustką do wieczności na każdej płaszczyźnie Sztuki.
A, że najlepiej słucha się Muzyki z czarnej płyty Cóż, to już zupełnie inna kwestia... :wink:
(Właściwie, to napisałem coś, o czym wszyscy doskonale wiedzą... :roll: )
Hmm... :shock:

Awatar użytkownika
exitsnake
Pornography
Posty: 578
Rejestracja: piątek, 6 maja 2005, 00:08
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: exitsnake » piątek, 25 listopada 2005, 01:43

arq pisze:
peiter pisze:no i fajnie! tylko ze nie zmienia to faktu - słyszałem też kapele, które to wszystko robily wczesniej
W to już na pewno nie uwierzę... :)
A to juz Twoja sprawa. Mnie nic do tego.
a w nastepnym odcinku "archiwaliów" bedzie coś z dydykacja dla Ciebie :) wolisz ELVISA czy ORBITAL?[/quote]
ja bym chciał coś ale o ORB :!: :D

bardzo natomiast podoba mi się ten tekst poniżej, pod którym też się podpisuję :wink:
Gavroche pisze:i na koniec taka refleksja...badziewne kawałki z dawnych lat w porównaniu z dzisiejszym bardziewiem nierzadko mogą zadziwić kunsztem autora...
Thank You and see You next time...

Awatar użytkownika
peiter
Concert - The Cure Live
Posty: 1289
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2005, 11:35

Post autor: peiter » sobota, 21 stycznia 2006, 19:14

a propos tematu: pozwolilem sobie zamieścic tutaj artykuł Grzegorza Brzozowicza z "Rzeczpospolitej".
Myslę, ze bardzo ciekawy i trafnie diagnozujacy przyszłość:

Matrix rozrywki


Miniaturowe odtwarzacze plików muzycznych stały się nową formą bestii, która opanowuje umysły właścicieli. Dzięki nim zmieniamy się w cyberkonsumentów


Sprzedaż stumilionowej piosenki przez iTunesMusicStore, pierwszy internetowy sklep handlujący plikami muzycznymi, zbiegła się w czasie z dwudziestopięcioleciem pojawienia się walkmana, obchodzonym w czerwcu 2004 roku. W ciągu ćwierćwiecza Sony sprzedał 340 mln podręcznych odtwarzaczy kasetowych i kompaktowych, a nazwa "walkman" w 1986 roku trafiła do Oksfordzkiego Słownika Języka Angielskiego.

Wielu specjalistów uważa, że dzień pojawienia się walkmana był dniem początku końca muzyki w tradycyjnym wydaniu. Dzięki kieszonkowemu odtwarzaczowi zyskaliśmy możliwość swobodnego przemieszczania się z ulubionymi dźwiękami, ale tym samym zostaliśmy skazani na izolację. Walkman sprawił, że słuchanie muzyki zostało pozbawione obowiązujących dotąd kontekstów. Przestało być istotne miejsce oraz pora jej odtwarzania, a tym samym zmieniła się jej rola w naszym życiu. Przez wszechobecność muzyki - duża w tym zasługa również MTV - straciliśmy dla niej dawny szacunek. Posiadacz kieszonkowego odtwarzacza mógł już nie tylko nagrywać utwory na czystej kasecie w dowolnej kolejności (co podważało rolę Artysty jako jedynego kreatora płyty), ale przede wszystkim słuchać ulubionych nagrań gdziekolwiek i kiedykolwiek (co akt słuchania pozbawiało odpowiedniej celebracji). Poza tym płyt winylowych raczej nie wyrzucało się do kosza, a teraz, za przyciśnięciem jednego klawisza nagranie znikało. To walkman zmienił dźwiękowy krajobraz naszej rzeczywistości, przeistaczając piosenkę w - jak to określił jeden z muzykologów - "muzyczne perfumy odpędzające od nas zgiełk realnego świata".

Globalna zaraza
Pojawienie się płyt kompaktowych, a co za tym idzie, przenośnego discmana nie było już tak rewolucyjne. Cyfrowy odtwarzacz miał jednak pewną dodatkową zaletę, która została w pełni doceniona nieco później. Chodzi o funkcję random (losowe wybieranie) pozwalającą maszynie na samodzielne ułożenie programu oryginalnej lub nagranej przez nas płyty. Był to mały, ale zasadniczy, jak się miało okazać, krok ku muzycznemu zniewoleniu naszych umysłów.

Początek prawdziwej rewolucji miał miejsce wraz z nadejściem ery MP3, czyli skompresowanego systemu cyfrowego zapisu danych, umożliwiającego choćby nagranie na dwóch płytach kompaktowych całej dyskografii Rolling Stonesów. Opracowali go jeszcze w 1988 roku naukowcy z niemieckiego Institut Integrierte Schaltung Uniwersytetu Fraunhofera. Osiem lat później otrzymali patent w USA na technologię kompresji dźwięku. Kiedy w 1998 roku pojawił się Winamp, komputerowy odtwarzacz muzyki, ruszyła lawina. Rok później rozpoczęły działalność serwery Napstera umożliwiające za pośrednictwem internetowej sieci peer-to-peer anonimowe wymienianie się nagraniami muzycznymi. Kontratak ze strony RIAA (zrzeszenia amerykańskich wydawców muzycznych) wnioskujących o zakaz sprzedaży odtwarzaczy MP3 został w tym samym, 1999 roku, oddalony przez amerykański sąd.

Wydawcy płyt uznali Internet za największe dla nich zagrożenie - globalną zarazę, która umożliwiła milionom osób ściąganie poprzez sieć plików muzycznych. Restrykcje prawne, w tym zlikwidowanie Napstera, zadziałały jak mechanizmy ewolucji - pomogły wykształcić się sieciom zdecentralizowanym, a tym samym bardzo trudnym do likwidacji. Anonimowa wymiana plików obejmuje dziś nie tylko muzykę, ale także filmy, programy, zdjęcia, a nawet książki elektroniczne.

O dziwo, początek "empetrójkowej rewolucji" przegapili najwięksi producenci komputerowego oprogramowania. Pierwszy ocknął się Steven Jobs, który w wieku 21 lat wraz z Stevenem Wozniakiem zaprezentował w 1976 roku komputer osobisty Apple I. W drewnianej obudowie przypominał dawną centralę telefaksową. Kosztował 666,66 dolarów i zdaje się, że cena oparta na szatańskich szóstkach nie była całkiem przypadkowa. Wówczas Jobs określił komputery jako "rowery dla umysłu", co do dziś jest jedną z jego najczęściej cytowanych wypowiedzi.

Nikt nigdy nie podważał, że założona przez Jobsa Apple Computers jest najbardziej kreatywną pod względem myśli technologicznej firmą w dziedzinie komputerów osobistych. Jego macintoshe, zwane popularnie makami, pod każdym względem biją na głowę wszystkie pecety. Jednak stacjonarne maki w skali świata osiągają sprzedaż na poziomie zaledwie około 3 procent, a laptopy kilkunastu procent. Dlatego w 1997 roku firma stanęła na krawędzi bankructwa. Po serii zwolnień, reorganizacji i wprowadzeniu innowacji "nadgryzione jabłuszko" ponownie zyskało płynność finansową. Jednak dopiero dołączenie do empetrójkowej awangardy postawiło Apple Computers na stalowe nogi.

Przebój nowego wieku
Najpierw firma zaprezentowała poręczny program do odtwarzania muzyki z MP3 - iTunes, a w październiku 2001 roku prosty w obsłudze odtwarzacz - iPod. Dzięki łatwemu w obsłudze interfejsowiplastikowe pudełeczko wielkości paczki do papierosów stało się pierwszym wielkim elektronicznym przebojem nowego wieku.

Sukces iPoda i iTunes może być ratunkiem dla upadającego przemysłu muzycznego. Sprzedaż płyt (z wyjątkiem DVD) od kilku lat regularnie spada. Wartość detaliczna sprzedanych tradycyjnych nośników dźwięku z muzyką wyniosła w pierwszej połowie 2005 roku 12,5 miliarda dolarów i była niższa w porównaniu do tego samego okresu 2004 roku o 6,3 procent. W Polsce najgwałtowniejszy spadek miał miejsce trzy lata temu i wyniósł aż 44,5 procent!

W Wielkiej Brytanii wszedł do powszechnego użycia termin "pięćdziesięciofunciak" - na określenie głównego klienta sklepów z płytami. Jest nim dziś nie nastolatek, jak to było dotąd, ale 34-letni mężczyzna, który w weekend wydaje na kompakty średnio 50 funtów. Zainteresowany wyłącznie rockową klasyką, obojętny jest całkowicie na muzyczne nowości. Między innymi z tego względu promocja nowych gwiazd nigdy nie była tak trudna jak obecnie. Należy pamiętać, że statystycznie tylko dwóch na dziesięciu debiutantów odnosi prawdziwy sukces komercyjny. W efekcie koncerny płytowe nie tylko zwalniają pracowników, rozwiązują kontrakty z mniej popularnymi artystami, zamykają wytwórnie (m.in. zasłużoną Elektrę, która wydawała płyty m.in. The Doors), ale dążą do fuzji między sobą. W ubiegłym roku doszło do połączenia dwóch gigantów - Sony Records i BMG.

Za to sprzedaż muzyki w Internecie wzrasta powoli, ale konsekwentnie. Obecnie osiągnęła na świecie pułap 790 ml dolarów, co jak na razie stanowi zaledwie 6 proc. rynku. Jednak już niebawem może dojść do prawdziwej eksplozji. Wpływ na to będzie miało upowszechnienie się telefonów komórkowych, wyposażonych w odtwarzacze MP3. Dzięki nim można ściągać pliki nie tylko praktycznie w każdym miejscu, gdzie jest dostępny Internet, ale i natychmiast odtwarzać wymarzoną piosenkę.

Płytoteka w pudełku
Sukces iPoda jest jednocześnie końcem klasycznej fonografii. Coraz więcej artystów decyduje się na rozprowadzanie nowych nagrań za pomocą Internetu. Wynika to z ich przeświadczenia, że wytwórnie ich ograbiają i nie promują należycie. Dlatego już niedługo wykonawcy będą podpisywali kontrakty nie z wytwórniami, które skazane są na upadek, ale sklepami internetowymi w rodzaju iTunesMusicStore.

Pionierem takiego myślenia jest brytyjski weteran rockowy Peter Gabriel, który siedem lat temu jako pierwszy założył OD2 (On Demand Distribution), pierwszy sklep dystrybuujący w sieci muzyczne pliki. Wraz z Brianem Eno powołał też do życia MUDDA (Wspaniałe Stowarzyszenie Przesyłających Cyfrowo Artystów), które umożliwi twórcom bycie dystrybutorami własnej muzyki, a tym samym uwolnienie się od konieczności współpracy z wytwórniami płytowymi.

Dzięki sieci fani będą mogli na bieżąco śledzić proces twórczy, zapoznając się z kolejnymi wersjami powstającego utworu. Będą mogli ściągać różne wersje piosenek, ale również sami tworzyć ich warianty. Albumy (to pojęcie zmieni znaczenie) nie będą miały ograniczeń czasowych, ich zawartość zacznie się zmieniać.

Przede wszystkim jednak, jeżeli zechcemy mieć konkretną piosenkę, nie będziemy musieli kupować całej płyty. Wystarczy wejść na stronę jednego ze sklepów z muzyką i ściągnąć tylko ten utwór. Tym samym na rynek powróci singel, choć w nowej, wirtualnej formie. Dziś w Wielkiej Brytanii single stanowią zaledwie 10 procent obrotów sklepów fonograficznych, w Polsce handel małymi płytami jest marginalny. Jednak najważniejsze światowe listy przebojów już teraz tworzone są na podstawie sprzedaży singli i liczby ściągnięć z internetowych sklepów. Niebawem znikną kompakty, tradycyjne sklepy sprzedające płyty, a nasza muzyczna kolekcja zajmująca dotąd sporo miejsca w pokojach przeniesie się na twardy dysk domowego komputera, laptopa albo właśnie iPoda.

Internetowa wymiana plików muzycznych osiągnęła gigantyczny wymiar. Jeszcze przed zamknięciem Napstera z jego usług korzystało 60 mln osób, a w nielegalnym (czytaj: bezpłatnym) obiegu było dwa miliony utworów muzycznych. Istnieją dziesiątki nielegalnych sieci peer-to-peer, dziesiątki oficjalnych sklepów rozprowadzających pliki muzyczne, a samych iPodów sprzedano już 20 milionów. Wszystko to świadczy o tym, że istnienie internetowej subkultury konsumpcji muzyki stało się faktem. Co więcej, dziś możemy już mówić o całkiem nowej społecznej rzeczywistości, określanej jako konsumpcyjna kultura posthumanistyczna.

Strategia cyborga
Markus Geisler z Uniwersytetu York w Toronto przeprowadził badania dotyczące wpływu zaawansowanych technologii, a w szczególności subkultury empetrójkowej, na zachowania konsumentów. Według Geislera iPod nie jest jedynie unowocześnioną wersją walkmana. Jest nową bestią.

- Klient przyszłości to cyborg-konsument - prorokuje Geisler. - Osobnik nierozerwalnie połączony z wieloma skomplikowanymi produktami: od telefonów komórkowych po viagrę, które wraz z iPodem stanowią cybernetyczną jedność. iPod nie jest wyłącznie odtwarzaczem. Stanowi przedłużenie naszej pamięci, zachowuje dźwiękowy opis naszego życia. Konsumenci często twierdzą, że iPod stanowi ich część. Nadają mu imię, a wibracje pracującego odtwarzacza mają świadczyć o tym, że on żyje. Rozstanie z iPodem przyrównywane jest przez nich do utraty części tożsamości.

Dzięki cyfrowym odtwarzaczom stajemy się według Gieslera "technotranscedentni". - Konsument używający zawansowanych technologii wykracza poza "tu i teraz", zachowuje się tak, jak dzieci w świecie gier - twierdzi Giesler. - On nie siedzi już wyłącznie przed telewizorem, lecz jest wewnątrz samej gry.

Istotą iPoda jest bowiem jego funkcjonowanie w ramach hybrydowego matriksa rozrywki, wykreowanego przez firmę Apple Computers - odtwarzacz cyfrowych plików (iPod), oprogramowanie do odtwarzania plików MP3 (iTunes) oraz internetowy sklep sprzedaży muzyki (iTuneMusicStore). Świat ten, dokładniej ujmując, współtworzą: odtwarzacz MP3, komputer, Internet, sieć wymiany plików oraz wirtualne sklepy muzyczne. Zespolenie konsumenta z nowoczesną technologią i siecią wykształciło w nim całkiem nowe nawyki. Potrzeby materialne zastąpił informacyjnymi (Internet), ważniejszy od posiadania stał się dla niego dostęp do źródła (wymiana plików), nad odtwarzanie całych albumów stawia losowy wybór muzyki (iPod).

Funkcja random shuffle (tasowanie plików muzycznych) jest nie tylko nowym sposobem słuchania muzyki. To jeden z kluczowych elementów cyfrowej rozrywki. - Przypadkowe sortowanie jest genialną sztuczką, która eliminuje złożoność konsumpcji. Odbiorca porzuca świadomy wybór na rzecz strategii cyborga - twierdzi Giesler.

I tylko dzięki możliwości losowego wyboru utworów ma poczucie panowania nad gigantyczną muzyczną biblioteką, jaką nosi ze sobą. Mając w kieszeni wielką płytotekę, wystarczy włączyć opcję tasowania, by rozpocząć przyjemne zmagania z muzycznym jednorękim bandytą. Różnica polega na tym, że wprawdzie nie wiesz, co wypadnie, ale zawsze trafisz na utwór, który lubisz, bo wcześniej sam go załadowałeś do swojego iPoda.

GRZEGORZ BRZOZOWICZ

Awatar użytkownika
peiter
Concert - The Cure Live
Posty: 1289
Rejestracja: środa, 3 sierpnia 2005, 11:35

Post autor: peiter » niedziela, 30 grudnia 2007, 10:10

czas choinkoworozleniwiajacy. piernik imakowiec. kominek. rozkoszne nicnierobienie i muzykosłuchanie. i rózne luźne refleksje człowieka nachodzące. luźne i niezwiązane ze sobą. pozornie.

ostatnią płytą DeKjur, gdzie znam na pamięć tytuly i kolejność utworow jest "Wish"

no niby kupilem po latach radio, ale jakoś mnie nie wciągnęło.. czasem tam Radiostacji poslucham..

w tym roku poraz pierwszy usłyszałem Placebo i Coldplay. i nic.

nie pamietam kiedy ostatni raz kupilem jakąś gazetę muzyczna.. widzę w EMPikU całe mrowie nowych tytulów, przejrzę czasem coś z połki - nie znam 80% kapel które tam widze

jeśli chodzi o kapele ktore mnie kiedyś bardzo interesowaly, to o zmianach w ich skladzie lub o nowych plytach dowiaduje się czesto przypadkowo po kilku latach :)

coraz bardziej wsiąka w net.. ale nie w anonimowe hurtowe wszystkossące gówna typu emule tylko w wyspecjalizowane blogi prowadzone przez prawdziwych pasjonatów

coraz głebiej wsiakam w lata 66-69 i 88-92

szukam namietnie pozostałości po kapelach Oczi Ciorne, Snukasky oraz Bóm Wakacje w Rzymie

starość?

Awatar użytkownika
frankenstein
Concert - The Cure Live
Posty: 1394
Rejestracja: piątek, 24 maja 2002, 09:45
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa - miasto zmartwychwstałe

Post autor: frankenstein » niedziela, 30 grudnia 2007, 18:07

Jakaś młoda dupa by Ci się przydała. To pomaga.
A tak poza tym mam często to samo. Proponuję rozszerzać horyzonty o nowe obszary - np. okolice jazzowe. Tam nie zaznasz rutyny, bo akordów trochę więcej używają. Ale Tobie pewnie nie trzeba tego mówić. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :D
Dla mnie wszyscy ludzie wyglądają tak samo.
Ray Charles

Awatar użytkownika
alberto balsalm
The Top
Posty: 884
Rejestracja: niedziela, 4 lutego 2007, 07:49
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: berlin-kingston-londyn

Post autor: alberto balsalm » niedziela, 30 grudnia 2007, 19:37

bardzo ciekawy temat, ale... no właśnie.

peiter - piszesz, że muzyka powoli umiera pod naporem marketingu, a sam przyznajesz, że nie znasz ogromnej większości wykonawców (80%, jak chyba sam napisałeś). skoro tak, to na jakiej podstawie stwierdzasz aż tak daleko idący kryzys? na podstawie własnej niewiedzy? ja wiem, że większość z tych "nowych" grup to granie na jedno kopyto i ogólnie kaszana, ale mimo wszystko warto wiedzieć z czym walczysz. ja na przykład patologicznie nie cierpię placebo - to jest dopiero produkt dla spedalizowanych emodzieciaków (bez urazy, fani briana i spółki) - ale wszystkie płyty znam na pamięć, poza ostatnią.

rozumiem twoje dylematy, bo sam mam podobne - jako człowiek słuchający świadomie muzyki już trzecią dekadę, przerabiałem bardzo wiele trendów i byłem świadkiem niejednego wzlotu i upadku gwiazdy wynoszonej pod niebiosa. takie akcje działy się "zawsze i wszędzie", po prostu teraz jest to może liczniejsze, a już na pewno lepiej widoczne, bo żyjemy w globalnej wiosce. nie ma o co kruszyć kopii, bo dobra muzyka zawsze się obroni, nawet jeśli "hype" wokół wykonawcy ucichnie, a wręcz zaniknie całkowicie (vide wspomniany przez ciebie tricky).

jeżeli chodzi o trywializację sztuki, to zgadzam się z zajin - dotyczy to nie tylko muzyki, ale również kina czy literatury. jak każdy kij, postęp technologiczny i dostępność mediów ma dwa końce, jeden z nich jest pozytywny, bo pozwala na poznanie muzyki o jakiej nam się nie śniło. drugi jest negatywny, bo młodsze pokolenie uważa mp3 za standard - tymczasem podczas kompresji wiele ścieżek idzie w diabły, w efekcie zubożając muzykę. należałoby edukować młodzież, że istnieją "wyższe" sposoby słuchania. u mnie jest tak, że jeżeli płyta przejdzie pozytywny test w formacie mp3 i spodoba mi się, to i tak ją kupię, a pliki skasuję.

poza tym nie ma co się oszukiwać, żyjemy w czasach apogeum postmodernizmu - nic nowego już nie będzie, wszystko jest wariacją tego, co już było. szczególnie dotyczy to muzyki gitarowej, w której nawet grupy kreowane na zbawców (radiohead, interpol) są tak naprawdę echem przeszłości.

myślę, że trochę przemawia przez ciebie nostalgia - to normalne, że największy sentyment mamy do czasów młodości, a z tego co wiem, to ty się do 40-tki zbliżasz, nie dziwota więc że nie nadążasz za nowościami i tkwisz w przeszłości. to nie jest zarzut rzecz jasna, daleki jestem od mówienia ci co masz robić, ale faktem jest, że do przeszłości zawsze mamy maksymalnie subiektywny stosunek: kiedy dzieje się jako teraźniejszość, jest zbyt blisko by uchwycić ją całą. kiedy staje się przeszłością, jest zbyt daleko.

ale nie wszystko stracone. oczywiście taki głos na tym forum przejdzie bez echa a może nawet narazi się na śmieszność: przyszłość leży w muzyce elektronicznej, albo raczej: amalgamacie elektroniki i organicznego grania. ja gitary porzuciłem przed kilkoma laty, ograniczając się do najbardziej ulubionych artystów z tej półki, których jest może 5-6. natomiast to, co dzieje się obecnie w elektronice, jest jak powiew świeżego powietrza na zatęchłej scenie muzyki. tutaj kryzysu nie ma, bo chociaż wiele z elektronowości nosi wyraźne znamiona dawnych pionierów, wielu artystów nadal zadaje sobie trud tworzenia czegoś choć trochę oryginalnego - a przynajmniej intrygującego, świeżego oczywiście, podobnie jak w gitarach, jest też wiele gówna, ale czyż to nie przyjemność odkrywać perły wśród fekaliów? :) zwłaszcza, jeśli te perły naprawdę porywają, a granica między elektroniką a "żywym" graniem zaciera się tak, że już nie sposób jej dostrzec.

peiter i wszyscy zainteresowani, sprawdźcie na przykład kapelę battles, wydali w tym roku debiutancki krążek "mirrors". porywający matematyczny rock okraszony elektroniką stworzony przez kolesi, którym radiohead mogliby buty czyścić.

to chyba najdłuższy mój post na tym forum, chyba mam za dużo wolnego czasu. pozdrawiam.
jakiś fajny tekst po angielsku, który wyraża moją osobowość.

ODPOWIEDZ