dreszcze

Pozamuzyczne tematy...
Awatar użytkownika
cyjanek
Concert - The Cure Live
Posty: 1259
Rejestracja: poniedziałek, 18 sierpnia 2003, 23:23
Numer gadu-gadu: 1882016
Lokalizacja: z kartonowego pudełka [krk]

Post autor: cyjanek » wtorek, 2 listopada 2004, 21:53

N., teraz juz jestem pewna ze to Ty.;)


odkrylam ze ciarki laza mi po plecach przy wspomnianym w innym temacie "Arrest The Angels" Last Days Of Jesus, aczkolwiek nie jestem pewna czy sa to ciarki pozytywne.
.

Awatar użytkownika
Aga
The Head On The Door
Posty: 1071
Rejestracja: środa, 22 maja 2002, 11:10
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Aga » środa, 3 listopada 2004, 00:24

Aphex Twin - Alberto Balsam
muzyka powoduje dreszcze natomiast videoklip jest tak szokujący ,ze dopropwadza do płaczu :( ....

Awatar użytkownika
Rav
The Head On The Door
Posty: 1080
Rejestracja: wtorek, 2 grudnia 2003, 21:36
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: WARSZAWA
Kontakt:

Post autor: Rav » środa, 3 listopada 2004, 23:41

Od lat DEPECHE MODE - In Your room wersj live z Devotional tour!

Od 2003 roku Walking in my shoes z solowej trasy Martina Lee Gore'a, najlepiej z Hamburga.

Od roku - "U promissed me....and I waited...and I'm still waiting"

NIN - koncertowe wykonanie Hurt.
DM TOUR 2013: Monachium, Budapeszt, Zagrzeb, Bratysława, Berlin, Paryż, Warszawa

Awatar użytkownika
Earthling
Entreat
Posty: 2635
Rejestracja: wtorek, 28 maja 2002, 19:10
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Solaris
Kontakt:

Post autor: Earthling » czwartek, 4 listopada 2004, 12:01

Dreszcze pozakjurowe? Oj, jest tego trochę. Dlatego może lepiej ograniczę się do ścisłej czołówki.

+ Station To Station Davida Bowiego - potężny, epicki utwór napisany i nagrany u szczytu kokainowego nałogu. Dziesięć minut niesamowitych emocji i ciarki za każdym razem, gdy Bowie śpiewa "It's too late". Przez długi czas był to dla mnie kawałek numer jeden. Może nadal jest?
+ In Your Room Depeche Mode - toleruję tylko wersję albumową, wszystkie pozostałe jakie znam (singlowe czy koncertowe) są dalekie od ideału. Natomiast oryginał to zdecydowanie najdoskonalsza piosenka Depeszów. Mroczna, depresyjna, pełna niesamowitych zwrotów, a jednocześnie w jakiś sposób bardzo namiętna i przepełniona erotyzmem, chociaż z pewnością pozostawiająca dość przygnębiające wrażenie.
+ Atmosphere Joy Division - pierwsza pieśń tej grupy, jaką usłyszałem. To jedna z tych kompozycji, które już na początku powalają na ziemię. Pierwsze przesłuchanie i od razu zachwyt - to się nieczęsto zdarza, wbrew pozorom. Kawałek w sumie bardzo prosty, ale emanujący niesamowitą siłą i klimatem. Zobrazowany dodatkowo niezwykłym videoklipem, na długo zapadającym w pamięć.
+ Unfinished Sympathy Massive Attack - czysta poezja. Bodajże najbardziej znany utwór Massive'ów i według mnie również najlepszy. Może nie tak duszny jak Karmacoma, może nie tak liryczny jak Teardrop, ale bez wątpienia najbardziej emocjonalny. Cudowny hymn o miłości, wydawałoby się, że to ograny chwyt, temat stary jak świat i w ogóle banał, ale wystarczy posłuchać. Czasami najprostsze rzeczy są również najpiękniejsze.
+ Comfortably Numb Pink Floyd - głównie wersja z koncertówki A Delicate Sound Of Thunder z nieziemskim solo gitarowym na końcu. Nie będę oryginalny, jeśli napiszę, że pan Gilmour pokazał w tym kawałku szczyt swoich możliwości wirtuozerskich. Każdy dźwięk tej piosenki powoduje jeżenie się sierści na odwłoku a wspomniana wyżej solówka wieńcząca całość elektryzuje i na długo zostaje w środku.
+ Forbidden Colours Ryuichi Sakamoto & David Sylvian - niezbyt znany kawałek, pochodzi z filmu [/i]Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence[/i] z Bowiem w roli głównej. Wzruszająca opowieść o miłości niemożliwej do zrealizowania, bo ograniczonej normami kulturowymi i społecznymi (proste do odczytania w kontekście filmu). Sylvian to taki koleś z popularnej w latach 80. grupy Japan (starsi forumowicze na pewno go kojarzą), który miał też ciekawą karierę solową i nagrał kilka niezłych płyt. Gorąco polecam ten mniej znany fragment jego twórczości w postaci Forbidden Colours właśnie.
+ Midnight In A Perfect World DJ Shadow - kawałek oparty tylko i wyłącznie na samplach, to fakt. Posklejany z fragmentów różnych kompozycji, tak jest. Nagrany przez człowieka, który nie potrafi grać na żadnym instrumencie, zgadza się. Ale DJ Shadow udowodnił, że w wykreowaną w całości przez maszynę muzykę można tchnąć duszę. Bo omawiany song to piękno w czystej postaci. Utwór w zasadzie instrumentalny, jeśli nie liczyć przeszywającej wokalizy niezidentyfikowanej wokalistki, który po prostu spokojnie płynie sobie do przodu... W przedostatnie wakacje każdy dzień zaczynałem i kończyłem odsłuchaniem Midnight In A Perfect World.
+ Pyramid Song Radiohead - po tej piosence ostatecznie przekonałem się do Radiogłowych. Na tyle skutecznie, że skompletowałem całą dyskografię i bywają okresy, że słucham ich nałogowo. A sama Pyramid Song to pieśń niezwykła, niepokojąco się rozwija (ten fortepian!) i równie niepokojąco kończy. Niewiele jest melodii, podczas słuchania których czuję się równie nieswojo. Może dlatego, że Pieśń piramidy jest tak naprawdę pieśnią o śmierci?
+ Without You I'm Nothing - Placebo & David Bowie - wersja z Davidem dlatego, że była pierwszą, jaką usłyszałem. Dla myślącego 15-latka było to szokujące przeżycie ;) Pamiętam, że w pierwszym odruchu byłem pewien, że z Mistrzem śpiewa jakaś kobieta. Trudno mi pisać cokolwiek o Without You I'm Nothing, bo to taki utwór, który się po prostu odczuwa i znalezenie odpowiednich słów by go opisać byłoby trudne do wykonania. Czasami mówienie/pisanie o muzyce przypomina tańczenie o architekturze. Ciekawe, że te słowa bardzo często przypominają mi się gdy słyszę Bowiego i Molko niemalże wykrzykujących "I'm unclean, a libertine and every time you vent your spleen..."...
+ God Moving Over The Face Of The Waters Moby - tego instrumentala poznałem oglądając film Heat z De Niro i Pacino parę ładnych lat temu - towarzyszył napisom końcowym. I idealnie wpasował się w atmosferę filmu. W ciągu kilku minut za pomocą samej muzyki ukazuje się nam skomplikowana historia o miłości, zdradzie i konsekwencjach popełnionych czynów. Brzmi banalnie? Jeśli tak, to zupełnie przeciwnie niż sama kompozycja.

...i jeszcze wiele, wiele innych.
"Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Niczemu ani nikomu, nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury powstrzymuje blask dwóch słońc, pamiętając wszystko..."

Awatar użytkownika
WITKACY
Pornography
Posty: 511
Rejestracja: poniedziałek, 15 marca 2004, 22:20
Numer gadu-gadu: 0
Kontakt:

Post autor: WITKACY » czwartek, 4 listopada 2004, 12:13

Atmosphere - JD. Ciarrrrrrryyyyy! I jeszcze Heart And Soul!!!!!!!
I przy Radiohead - sam nie wiem dlaczego :roll: - Idioteque!
„Jeśli cię nic nie swędzi i nie zanadto boli,
nie miej pretensji żadnej do najsroższej doli.”
http://www.witkacy.republika.pl

Awatar użytkownika
kjurczaczek
The Top
Posty: 863
Rejestracja: środa, 9 czerwca 2004, 14:10

Post autor: kjurczaczek » czwartek, 4 listopada 2004, 16:17

a mnie dziś zaczęło telepać na języku ojczystym w szkole:
wiersz "Chrystus miasta" Tuwima...
nieźle mnie potelepało i aż mi się zinmo od tych ciar zrobiło :shock:
ajm szpeszjal Obrazek

Awatar użytkownika
Qr_wishful_thinker
Boys Don't Cry
Posty: 169
Rejestracja: piątek, 11 marca 2005, 17:22
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Cieszyn

Post autor: Qr_wishful_thinker » piątek, 19 sierpnia 2005, 20:56

s'the figurehead pisze:Na początek: My Sweet Prince - Placebo
Mam taką jedną wersję video z koncertu, gdzie Brian na koniec rzuca mikrofonem. Po prostu czad! Za każdym razem mam podczas tego kawałka ciary na plecach. Jest strasznie przejmujący. Jest NIESAMOWITY. :roll:
Uff...

Hurricane 2001. Niesamowite, faktycznie.
My Sweet Prince to najbardziej ukochany przeze mnie utwór Placebo... właśnie dzięki temu powalającemu ładunkowi emocjonalnemu, zawartemu zarówno w wersji studyjnej, jak i tej koncertowej, mimo sporych różnic w interpretacji (ściślej: wokalu). Wspaniały utwór pod każdym względem.

Awatar użytkownika
CureMar
Concert - The Cure Live
Posty: 1260
Rejestracja: niedziela, 26 maja 2002, 21:49
Numer gadu-gadu: 5308708
Lokalizacja: Gdańsk / Underneath the Stars
Kontakt:

Post autor: CureMar » piątek, 19 sierpnia 2005, 21:45

Skoro już o Placebo, to powala mnie wersja "Sleeping with Ghosts" w wersji z DVD (tutaj nazwana jako "Soulmates"). Szkoda tylko, ze taka krótka.
"Ten pijak, który mruczy coś przez sen,
Że póki my żyjemy, Ona żyje też..."

Awatar użytkownika
Qr_wishful_thinker
Boys Don't Cry
Posty: 169
Rejestracja: piątek, 11 marca 2005, 17:22
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Cieszyn

Post autor: Qr_wishful_thinker » piątek, 19 sierpnia 2005, 22:34

CureMar pisze:Skoro już o Placebo, to powala mnie wersja "Sleeping with Ghosts" w wersji z DVD (tutaj nazwana jako "Soulmates"). Szkoda tylko, ze taka krótka.
Skoro już Soulmates Never Die, to ja namiętnie kocham Centrefolds z tamtego koncertu. Chemia pomiedzy zespołem a publicznościa nie do opisania.

Awatar użytkownika
exitsnake
Pornography
Posty: 578
Rejestracja: piątek, 6 maja 2005, 00:08
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: exitsnake » piątek, 19 sierpnia 2005, 23:32

Placebo & David Bowie "Without you i'm nothing" ciary za każdym razem gdy tego słucham i ciągle takie same jak za pierwszym razem
Dead Can Dance "Within The Realm Of A Dying Sun" tu nie ma sie co rozdrabniać, cała płyta wręcz rozwala na łopatki
DM "In Your Room" za klaustrofobiczny klimat i "Walking In My Shoes" za chórki Martina w tle za Dave'm, jakby głos "drugiego ja", niesamowite!
David Bowie "Sense Of Doubt", "A Small Plot Of Land", "No Control", "Slow Burn", po nich naprawdę trudno mi się odnaleźć...
Massive Attack "Angel" ten numer jest jak walec
Tiamat "Only in my tears it lasts", Anathema "Barrier" za wyjące jak wilk do księżyca gitary
Thank You and see You next time...

Awatar użytkownika
VELVETPILL
The Head On The Door
Posty: 1110
Rejestracja: piątek, 31 października 2003, 21:05
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Innsmouth
Kontakt:

Post autor: VELVETPILL » sobota, 20 sierpnia 2005, 08:21

Qr_wishful_thinker pisze:Skoro już Soulmates Never Die, to ja namiętnie kocham Centrefolds z tamtego koncertu. Chemia pomiedzy zespołem a publicznościa nie do opisania.
A mnie powaliło na żywo Centrefolds z Torwaru... W sumie powala do dzis, gdy co jakis czas wrzucam płytke do odtwarzacza...
Obrazek

Xexa
Three Imaginary Boys
Posty: 73
Rejestracja: poniedziałek, 10 stycznia 2005, 15:24
Numer gadu-gadu: 0

Post autor: Xexa » sobota, 20 sierpnia 2005, 11:41

JFSebastian pisze:
s'the figurehead pisze:Na początek: My Sweet Prince - Placebo
Mam taką jedną wersję video z koncertu, gdzie Brian na koniec rzuca mikrofonem. Po prostu czad! Za każdym razem mam podczas tego kawałka ciary na plecach. Jest strasznie przejmujący. Jest NIESAMOWITY. :roll:
Uff...
A gdzie TO można znaleźć?
na eMule
w polu szukaj wkleić link:
ed2k://|file|Placebo%20-%20My%20Sweet%20Prince%20(Live%20Hurricane%20Festival).mpg|57010864|5FB89EE0DE9443B83815412EBFAAB057|/
albo zaznaczyć typ "filmy" i wklepać frazę:
Placebo My Sweet Prince Live Hurricane Festival

gdyby ktoś jeszcze nie miał : )

Awatar użytkownika
VELVETPILL
The Head On The Door
Posty: 1110
Rejestracja: piątek, 31 października 2003, 21:05
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Innsmouth
Kontakt:

Post autor: VELVETPILL » sobota, 20 sierpnia 2005, 12:16

Xexa - a Ty co powiesz nt. Centrafolds z Torwaru? też tak na Ciebie działa? A jesli nie to co?

Brian: Hey motherfucers!!!
Obrazek

Xexa
Three Imaginary Boys
Posty: 73
Rejestracja: poniedziałek, 10 stycznia 2005, 15:24
Numer gadu-gadu: 0

Post autor: Xexa » sobota, 20 sierpnia 2005, 13:58

: )
mogłabym powiedzieć, co w ogóle myslę o (jakości) bootlegu z Torwaru :twisted:

dreszcze - rozumiem, że jest to inna kategoria niż np. "odpływ", "dolina", "smutek", "łzy", "skręcanie wnętrzności", etc.

i pominę rozważania na temat utworów Placebo, Interpol i The Cure, bo to już było :lol:
kolejnośc przypadkowa:
- Sting album "All This Time", nagrywany live 11.IX.2001..
- Sting "Fragile" (konkretnie jest tam taki moment, w ktorym aż... ech, no, przypomina mi się bis z Gwardii 2001), wykonanie live "Ne Me Quitte Pas" (Jaques Brell), "Be Still My Beating Heart"...
- Oceania "Kihikihi" (szukać na slsk, ew. eMule :P)
- I Am Kloot "Coincidence", "From Your Favourite Sky", "Proof", "Cuckoo"...
- Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach "Warszawa"
- Tori Amos "Yes, Anastasia" (nie wiem czemu akurat to), jej wykonania "I'm Not in Love" (10cc) i "Love Song" (:lol:)
- G. Allegri "Misere Mei"( :-$ ), F. Chopin "List do Elizy"...
- Nigel Kennedy & Jaz Coleman "People Are Strange" (album "Riders On The Storm: The Doors Concerto")
i inne, o których w tej chwili na pewno zapomniałam (:wall:), m.in. te, które czasem słyszę w radiu...

Awatar użytkownika
VELVETPILL
The Head On The Door
Posty: 1110
Rejestracja: piątek, 31 października 2003, 21:05
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Innsmouth
Kontakt:

Post autor: VELVETPILL » niedziela, 19 listopada 2006, 11:18

Przytaczałem już pewnie Pink Floyd, ale po sierpniowym koncercie w Stoczni Gdańskiej wielkie dreszcze i zimne poty wywołuje u mnie On an island Dave'a Gilmoura... zwłaszcza Castellorizon, Take a breath, The blue, Smile oraz Where we start

BTW: cały ten koncert był jednym wielkim dreszczem! Zdecydowanie najlepszy koncert mego dotychczasowego (krótkiego) życia :wink:
Obrazek

ODPOWIEDZ