Dreszcze

Wszystkie tematy związane z The Cure.
Awatar użytkownika
alexcure
Paris
Posty: 3744
Rejestracja: środa, 22 maja 2002, 21:16
Lokalizacja: Flo
Kontakt:

Post autor: alexcure » wtorek, 28 grudnia 2004, 17:46

brzmi cudnie imaginary, ale ja jeszcze nie mam three imaginary boys - deluxe edition :(

imaginary boy
Pornography
Posty: 542
Rejestracja: poniedziałek, 1 września 2003, 10:33
Numer gadu-gadu: 0

Post autor: imaginary boy » wtorek, 28 grudnia 2004, 19:55

Ja znalazłem plitkę pod choiną...
Naturalnie mogę się podzielić...
Władek zrobił przyrząd na tokarce
Sygnał będzie w kosmos słał

Awatar użytkownika
alexcure
Paris
Posty: 3744
Rejestracja: środa, 22 maja 2002, 21:16
Lokalizacja: Flo
Kontakt:

Post autor: alexcure » wtorek, 28 grudnia 2004, 20:50

chcesz się podzielić i o naturalnie? co otrzymam, okladke? :wink:

PS z miłą checia

imaginary boy
Pornography
Posty: 542
Rejestracja: poniedziałek, 1 września 2003, 10:33
Numer gadu-gadu: 0

Post autor: imaginary boy » środa, 29 grudnia 2004, 01:56

alexcure pisze:co otrzymam, okladke? :wink:
naturalnie, że nie... :wink:
Władek zrobił przyrząd na tokarce
Sygnał będzie w kosmos słał

Awatar użytkownika
norbert
Three Imaginary Boys
Posty: 107
Rejestracja: sobota, 8 stycznia 2005, 04:00
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: norbert » niedziela, 9 stycznia 2005, 06:15

posłuchajcie wykonania disintegration koncertu z łodzi. Owe wykonanie podkreśla całą prawdę o tym zespole o "smithcie" o tym że szczerość w twórczości jest podstawą wszelkich działań i o emocjach , które zawsze będą najważniejsze w muzyce.

Awatar użytkownika
beyond
Japanese Whispers
Posty: 764
Rejestracja: piątek, 7 lutego 2003, 18:19

Post autor: beyond » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 18:09

norbert pisze:posłuchajcie wykonania disintegration koncertu z łodzi. Owe wykonanie podkreśla całą prawdę o tym zespole o "smithcie" o tym że szczerość w twórczości jest podstawą wszelkich działań i o emocjach , które zawsze będą najważniejsze w muzyce.
To była ironia?

Bo jeśli nie to muszę powiedzieć, że już dawno przestałem łudzić się że każde koncertowe wykonanie jakiegoś tam numeru, tchnie autentyzmen, jest szczere do bólu a Robert właściwie łka, bo nie potrafi opanować uczuć którymi przepełniona jest pioseneczka. Sory, ludzie - ale jeśli przez kilka miesięcy, codziennie śpiewa się to samo, tak samo, bez jakichs wyjatkowych okoliczności - to można powiedzieć jedynie że mamy do czynienia z profesjonalistą, potrafiącym narzucić nam emocje, których sam już nie może u siebie odtworzyć. Tyle. I chwała mu za to.
Sing while you may
though it's hard to sing underwater.

Awatar użytkownika
norbert
Three Imaginary Boys
Posty: 107
Rejestracja: sobota, 8 stycznia 2005, 04:00
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re to była ironia?

Post autor: norbert » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 19:49

sluchaj ja mam swoje lata the cure słucham już bardzo dłufgo może dłużej od ciebie i wiem jedno ja nie podnicam sie the cure już tak jak kiedyś ale chodzi o to że pod względem emocjonalnym , interpretacji bo nie muzycznym gdyż jest mało dynamiczna to świetnie zaśpiewana pieśń może właśnie gdy smith to śpiewał przypomniał sobie ten moment jak siedzi nad kartką i pisze te słowa i to wystarczy żeby poczuć odjazd więc nie mów mi że wszystko jest rutyną może być owszem ale ja sam gram w zespole piszę słowa i śpiewam, więc wiem co to znaczy czasem grać jedną piosenkę setny raz czuje się ją zawsze tylko gdy jest prawdziwa a czasem twoje uczucia wracają do momentu tworzenia a wtedy jest po prostu myślowy odlot i to powoduje u słuchaczy to o czym pisałem

Awatar użytkownika
Zajin
Japanese Whispers
Posty: 646
Rejestracja: poniedziałek, 12 stycznia 2004, 23:25
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: 3m/krk
Kontakt:

Post autor: Zajin » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 20:50

Nie wierze w to, że zawsze jest sie w stanie wykrzesić z siebie takie emocje śpiewajac. Nie, na pewno sie nie da, są gorsze i lepsze dni, wszystko sie dewoluuje, uzwyczajnia, po 50 czy 100 razie, a moze 300...ALE. Ale mimo to uważam, ze czasem to widać, czasem klimat na scenie, pod sceną, nastrój, myśl, dzwięk i słowa sprawią, że tekst choćby śpiewany po raz 10 w ciągu miesiaca, bedzie wyspiewany z całym bogactwem i szczeroscią emocji.
Wyśrodkowany poglad. Ale czy nie prawdziwy? 8)
into the swirl of their senselessness
cosy emptiness

Awatar użytkownika
beyond
Japanese Whispers
Posty: 764
Rejestracja: piątek, 7 lutego 2003, 18:19

Re: Re to była ironia?

Post autor: beyond » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 22:18

Strasznie długie to zdanie :twisted:
norbert pisze:sluchaj ja mam swoje lata the cure słucham już bardzo dłufgo może dłużej od ciebie
A co to ma do rzeczy?
norbert pisze: gdy smith to śpiewał przypomniał sobie ten moment jak siedzi nad kartką i pisze te słowa
Jaasneee, z całą pewnością. A chwilę wcześniej przypominał sobie moment w którym pisał The lovecats, a chwilę później traumatyczne chwile związane z powiedzmy z The loudest sound. Koncert trwa a Robercik tak sobie przypomina. I tak codziennie... :roll:
norbert pisze: czasem twoje uczucia wracają do momentu tworzenia a wtedy jest po prostu myślowy odlot i to powoduje u słuchaczy to o czym pisałem
Myślę, że u słuchaczy odlot powoduje raczej obiór kawałka poprzez osobistą interpretację, własne doświadczenia, przeżycia z nim związane. Oczywiście, nie twierdzę że sposób w jaki jest on zagrany/zaśpiewany nie ma żadnego wpływu na odbiór. Coś w tym pewnie też jest. :idea: Ale jest on ważniejszy dla maniaków jeżdżących na 10-ki koncertów, wtedy mamy odwrotną sytuację uzwyczajnienia :lol: - tak częste słuchanie powoduje mniejszą koncentrację na osobistym odbiorze, a większą na technicznych szczegółach plumkania.
Zajin pisze: wszystko sie dewoluuje, uzwyczajnia
No więc właśnie. O tym mówię.
Zajin pisze: czasem klimat na scenie, pod sceną, nastrój, myśl, dzwięk i słowa sprawią, że tekst choćby śpiewany po raz 10 w ciągu miesiaca, bedzie wyspiewany z całym bogactwem i szczeroscią emocji.
Taaa, tylko to czasem to raczej promil wszystkich występów. Nie ma co się łudzić. Zresztą dla nas to żadna różnica chyba, nie? :twisted: Tu o nas chodzi i o nasze emocje - dopóki potrafi je wywoływać nie ma o co się szarpać.
Sing while you may
though it's hard to sing underwater.

Awatar użytkownika
Danelectro
Pornography
Posty: 562
Rejestracja: czwartek, 26 sierpnia 2004, 03:55

Re: Re to była ironia?

Post autor: Danelectro » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 23:19

beyond pisze:
norbert pisze:sluchaj ja mam swoje lata the cure słucham już bardzo dłufgo może dłużej od ciebie
A co to ma do rzeczy?
im więcej mam lat, tym bardziej w to nie wierzę?
norbert pisze: gdy smith to śpiewał przypomniał sobie ten moment jak siedzi nad kartką i pisze te słowa
...przypominał sobie, jak bawił się w gry słowne i spjał budweisera, poczym dopasowywał do melodii (względnie na odwrót)....
beyond pisze:Jaasneee, z całą pewnością. A chwilę wcześniej przypominał sobie moment w którym pisał The lovecats, a chwilę później traumatyczne chwile związane z powiedzmy z The loudest sound. Koncert trwa a Robercik tak sobie przypomina. I tak codziennie... :roll:
Co powiesz na wywiady, w których co chwila "przypomina sobie" moment, kiedy pisał lovecats (ponoć zawiany w barze grał "Arykotratów"), a w chwilę potem uprawia ekshibicjonizm emocjonalny na temat np. właśnie "The Loudest sound"?
norbert pisze:Myślę, że u słuchaczy odlot powoduje raczej obiór kawałka poprzez osobistą interpretację, własne doświadczenia, przeżycia z nim związane. Oczywiście, nie twierdzę że sposób w jaki jest on zagrany/zaśpiewany nie ma żadnego wpływu na odbiór. Coś w tym pewnie też jest.
Czyli jak lubię dajmy na to "Push" i "A Letter to Elise", to automatycznie lubię ich wykonania koncertowe?:shock: A co, jak pierwszy będzie flegmatyczny, a w drugim uwali solówkę? Hę?
tak częste słuchanie powoduje mniejszą koncentrację na osobistym odbiorze, a większą na technicznych szczegółach plumkania.
Zaczynasz zapominać jak było na poprzednich koncertach, a wrażenia się nie sumują? A może jest tak, że w nadmiarze zarzucasz koncentrowanie się na równości werbla Coopera i tremolo Smitha, a liczyć zaczyna się.... hm.... trywialnie ujmując, tu i teraz?
Zajin pisze: wszystko sie dewoluuje, uzwyczajnia
o więc właśnie. O tym mówię.
Pamiętam, ja w polskiej prasie triumfalnie ukazał się obszerny wywiad ze Smithem. Wielki czerwony nagłówek oznajmiał, że "nudne jest piękne", co było streszczeniem większej części wynurzeń naszego barda.

Czasem tak bywa, że najbardziej skatowane, przyprawiające o mdłości kawałki w pewnym momencie "zaskakują". Czasem tak na zasadzie kopania leżącego. W przypadku Patologicznego Kłamcy to by się nawet zgadzało - w kółko to samo, te same miejsca, ci sami ludzie, w kółko te same nuty na kolejnych płytach :twisted: To co mnie na nowo w Kjurach zachwyciło, to ...zakamuflowany urok tej powtarzalności. I że imć RS może zmienić cały nastrój stawiając obok mnóstwa chybionych jedną nutę, która wywróci wszystko........ chyba właśnie tak :rolleyes:...
No i -dlaczego wszyscy są święcie przekonani, że kawałki, jakich słuchają z taśmy są całe katharsis i odkupieniem? Że jak Smith jęczy coś o krwawiącym sercu, to naprawdę zaraz odwożą go na kliniczną?

edit... chyba wyjaśnić powinnam, bo czasem "powiem" coś takiego, i chyba nie bardzo mnie roumieją :twisted:
Czy ktoś ma wątpliwości, że Rob lubi się zgrywać? Że to, co tworzy wynika tylko pośrednio z takich czy innych przymiotów? Chyba trzeba się oduczyć takiej automatycznej konotacji - jak x. (a zwłaszcza s.) coś śpiewa, to zaraz przypisuje się to do jego żywota i dyskutuje pod kątem jakichś tam zasłyszanych strzępów o jego życiu prywatnym. Że ten fragment to o jego żonie (oczywiście, po imieniu, jakby przed chwilą było się u niej na herbatce), że tam o jakiejśtam innej z którą to podobno.... nie no, to nawet śmieszne nie jest.
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 10 stycznia 2005, 23:38 przez Danelectro, łącznie zmieniany 1 raz.
Zły gotyk boli przez całe życie

Awatar użytkownika
cyjanek
Concert - The Cure Live
Posty: 1259
Rejestracja: poniedziałek, 18 sierpnia 2003, 23:23
Numer gadu-gadu: 1882016
Lokalizacja: z kartonowego pudełka [krk]

Re: Re to była ironia?

Post autor: cyjanek » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 23:34

Danelectro pisze:No i -dlaczego wszyscy są święcie przekonani, że kawałki, jakich słuchają z taśmy są całe katharsis i odkupieniem? Że jak Smith jęczy coś o krwawiącym sercu, to naprawdę zaraz odwożą go na kliniczną?
wiem ze jestem tylko egzaltowana nastolatka, ale czy tak generalnie i postawowo - nie o to wlasnie w tym calym the cure chodzi, zeby bylo na tyle przekonujace, szczere i bezpretensjonalne, zeby sluchacze tak uwazali?
.

Awatar użytkownika
Danelectro
Pornography
Posty: 562
Rejestracja: czwartek, 26 sierpnia 2004, 03:55

Post autor: Danelectro » poniedziałek, 10 stycznia 2005, 23:46

Jacy słuchacze? Chyba nie ci, którzy twierdzą, że Smith śpiewa prosto do nich - względnie, że to swojski chłop, bo problemy ma takie same?
Zły gotyk boli przez całe życie

Awatar użytkownika
cyjanek
Concert - The Cure Live
Posty: 1259
Rejestracja: poniedziałek, 18 sierpnia 2003, 23:23
Numer gadu-gadu: 1882016
Lokalizacja: z kartonowego pudełka [krk]

Post autor: cyjanek » wtorek, 11 stycznia 2005, 00:01

jak to jacy sluchacze? zwykli. fani, powiedzmy, tacy, ktorzy znaja wiecej niz dwie piosenki i w pewnym sensie sie z tym utozsamiaja.
nie przeginajmy, nie chodzi mi o stany ekstremalne, fanatykow i ludzi z obsesjami na punkcie pana s., tylko o takich zwyklych sluchaczy, ktorzy licza na to, ze muzyka ktorej wlasnie sluchaja jest w jakims stopniu szczera, a nie tworzona po to zeby stado neurotycznych nastolatkow to kupilo, bo widac ze wokalista to mroczny przymulas wiec mozna sie z nim troche poidentyfikowac.
.

Awatar użytkownika
norbert
Three Imaginary Boys
Posty: 107
Rejestracja: sobota, 8 stycznia 2005, 04:00
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Re to była ironia?

Post autor: norbert » wtorek, 11 stycznia 2005, 09:58

beyond pisze:Strasznie długie to zdanie :twisted:
norbert pisze:sluchaj ja mam swoje lata the cure słucham już bardzo dłufgo może dłużej od ciebie
A co to ma do rzeczy?
norbert pisze: gdy smith to śpiewał przypomniał sobie ten moment jak siedzi nad kartką i pisze te słowa
Jaasneee, z całą pewnością. A chwilę wcześniej przypominał sobie moment w którym pisał The lovecats, a chwilę później traumatyczne chwile związane z powiedzmy z The loudest sound. Koncert trwa a Robercik tak sobie przypomina. I tak codziennie... :roll:
norbert pisze: czasem twoje uczucia wracają do momentu tworzenia a wtedy jest po prostu myślowy odlot i to powoduje u słuchaczy to o czym pisałem
Myślę, że u słuchaczy odlot powoduje raczej obiór kawałka poprzez osobistą interpretację, własne doświadczenia, przeżycia z nim związane. Oczywiście, nie twierdzę że sposób w jaki jest on zagrany/zaśpiewany nie ma żadnego wpływu na odbiór. Coś w tym pewnie też jest. :idea: Ale jest on ważniejszy dla maniaków jeżdżących na 10-ki koncertów, wtedy mamy odwrotną sytuację uzwyczajnienia :lol: - tak częste słuchanie powoduje mniejszą koncentrację na osobistym odbiorze, a większą na technicznych szczegółach plumkania.
Zajin pisze: wszystko sie dewoluuje, uzwyczajnia
No więc właśnie. O tym mówię.
Zajin pisze: czasem klimat na scenie, pod sceną, nastrój, myśl, dzwięk i słowa sprawią, że tekst choćby śpiewany po raz 10 w ciągu miesiaca, bedzie wyspiewany z całym bogactwem i szczeroscią emocji.
Taaa, tylko to czasem to raczej promil wszystkich występów. Nie ma co się łudzić. Zresztą dla nas to żadna różnica chyba, nie? :twisted: Tu o nas chodzi i o nasze emocje - dopóki potrafi je wywoływać nie ma o co się szarpać.


nie no racja jak o tym pisałem sam byłem nawalony i słuchałem disintegration z łodzi. Piszę to sprostowanie bo nie chce wyjść na fanatyka bo byłem nim jak miałem 15 lat. A co do wielości lat słuchania the cure to fakt to żaden argument w jakiejkolwiek dyskusji. Pozdrawiam i myśle że jeszcze sobie podyskutujemy owocnie.
:wink:

Awatar użytkownika
norbert
Three Imaginary Boys
Posty: 107
Rejestracja: sobota, 8 stycznia 2005, 04:00
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

DALEJ NO DALEJ NORBERT rzecze

Post autor: norbert » wtorek, 11 stycznia 2005, 10:09

Tak na marginesie przypomniałem sobie co gdzieś czytałem kiedyś jak to nagrywana była przez niektórych uważana za kultową płytę "PORNOGRAPHY". mówił pan robert tak... "niedaleko studia był taki no wiecie pub jak znudziło nam się granie szliśmy tam na piwo wypijaliśmy kilka,po czym w stanie mocno wskazującym ktoś rzucał: to teraz nagramy cold!... :wink:






ps.podobno tak było... to tak jakbym zranił jakiegoś fanatyka

ODPOWIEDZ