przyjemnosci,jakieWas spotkały z powodu bycia fanem The Cure

Wszystkie tematy związane z The Cure.
Curka ;)
Three Imaginary Boys
Posty: 133
Rejestracja: sobota, 12 lutego 2011, 20:56
Numer gadu-gadu: 0

Re: przyjemnosci,jakieWas spotkały z powodu bycia fanem The

Post autor: Curka ;) » niedziela, 5 czerwca 2011, 20:37

dron pisze:No to fakt, przyjemności jest znacznie więcej... Słuchanie, napawanie sie Kjurem to juz przyjemność sama w sobie. Do tego, również i ja przez Kjurów zainteresowałem się ogólnie pojętym rockiem z początku lat 80-tych. Byłem na najwspanialszym koncercie mojego życia (czyt, Torwar 18 Luty '08). Żałuje tylko ze w moim środowisku jestem "samotnikiem" jeśli chodzi o gust muzyczny, akcentując silnie na The Cure. ale cóż...
otóż to, bycie samotnikiem muzycznym dotyka nie tylko Ciebie
Life won't wait for you, my friend...

Awatar użytkownika
dron
Pornography
Posty: 513
Rejestracja: niedziela, 21 października 2007, 20:02
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Giżycko

Re: przyjemnosci,jakieWas spotkały z powodu bycia fanem The

Post autor: dron » piątek, 10 czerwca 2011, 14:48

ale samotne wieczory z dużą ilością alkoholu i mrocznym zestawem nagrań The Cure - coś cudownego!

zresztą nie raz po nocy w "nocnych markach" pisałem głupoty;]
Disintegration 89

Awatar użytkownika
adamt
Three Imaginary Boys
Posty: 140
Rejestracja: wtorek, 28 lipca 2009, 19:53
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: biłgoraj/kraków nowa huta

Re: przyjemnosci,jakieWas spotkały z powodu bycia fanem The

Post autor: adamt » piątek, 10 czerwca 2011, 16:58

wiele!
tysiące godzin z bloodflowers, dezintegracją, mroczną trylogią... czy to nie wystarcza?
setki godzin ze zdjęciami, filmami, koncertami, wgłębianiem się w historię the cure, ich niesamowity styl, poznawaniem owoców współpracy roberta, simona, porla i reszty.
posiadanie muzyki, która dla mnie tak cholernie duzo znaczy, w której się już od sierpnia 2008 odnajduję, a którą od początku tego 2008 dobrze znam. jej wpływ na mój styl, charakter, to jak potrafi mnie uspokoić, pozbawić nerwów, ogarnąć się wtedy, gdy wydaje się, że już jest tragicznie...
poznanie paru niesamowitych wręcz osób i godziny rozmów z jeszcze innymi osobami na temat the cure, ich oryginalności, wrażliwości, stylu i muzyki, przekonanie niektórych do zainteresowania się nimi. bycie, w czasach liceum, osoba ogólnie kojarzoną i znaną w szkole i wśród różnych grup właśnie z TC. "a to ten od the cure", itd. ;) duma, gdy wśród deklarujących się fanów fanów innych zespołów rockowych zawsze nosi się koszulkę i naszywki na torbie/płaszczu/plecaku z nazwą "naszych", czy to na koncercie, czy festiwalu, czy gdziekolwiek indziej :)
te dziwne psychiczne stany, podczas jesiennych spacerów czy nieraz nie do końca trzeźwych wieczorów, gdy w uszach dzwoni perkusja z cold, gitara basowa z faith albo syntezatory z funeral party. to, jak nieraz ta muzyka pomagała nie załamać się, odnaleźć, zobaczyć, że nie jest się jedyną osobą, której czasami jest źle.
coś więcej? ;)

ODPOWIEDZ