Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Wszystkie tematy związane z The Cure.
Awatar użytkownika
frankenstein
Concert - The Cure Live
Posty: 1394
Rejestracja: piątek, 24 maja 2002, 09:45
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa - miasto zmartwychwstałe

Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: frankenstein » wtorek, 26 maja 2009, 23:19

Oto wklejona za COF lista kawałków, które najlepiej kojarzą się Robertowi z latami 80-tymi:

Tom Waits - In the Neighborhood
Suzanne Vega - Small Blue Thing
Sugarcubes - Birthday
Soft Cell - Tainted Love
Siouxsie & The Banshees - Dear Prudence
Psychedelic Furs - Heaven
Prince - Starfish & Coffee
The Pretenders - Don't Get Me Wrong
The Pixies - Gigantic
Yoko Ono - Walking On Thin Ice
New Order - Everything's Gone Green
Mel & Kim - Respectable
My Bloody Valentine - Lose My Breath
Madness - Return of the Lost Palmas Seven
Chaka Khan - I Feel For You
Joy Division - The Eternal
Jesus and Mary Chain - Some Candy Talking
Human League - Human
Peter Gabriel - Red Rain
Echo & The Bunnymen - Killing Moon
Dinosaur Jr. - Freak Scene
Depeche Mode - Personal Jesus
D.A.F. - Sex Unter Wasser
Christina - Things Fall Apart
Cocteau Twins - Persephone
Kate Bush - Cloudbusting
Bananarama and Funboy 3 - It Ain't What You Do (It's the Way that You Do It)
David Bowie - Let's Dance
The Associates - Tell Me It's Easter on Friday
ABC - Look of Love

Nie są to jakieś mroczne, gotyckie i dark-wave-owe pozycje, co? A gdzie te wszystkie ulubione przez sporą cześć forumowiczów Lacrimosy, SOMy, Missiony, Bauhausy, Xymoxy i tym podobne smuty? Zwracam uwagę, że z Siouxsie wybrany tylko cover Bitli, który JUŻ W ORYGINALE z 1968 roku był mocno zimnofalowy (być może zresztą też dlatego, że Rob zagrał tam na gitarze i błysnął w teledysku :) )...

Nie chcę tutaj pozować na jakiegoś mega-mądralę, ale to jest dobry pretekst, abym przypomniał swoje stanowisko, co do oglądu The Cure jako zjawiska na scenie muzycznej i pozycjonowania ich w różnych szufladkach. Pisałem już o tym nieraz także na thecure.pl, czasem powodując różne nerwowe reakcje...

The Cure nie mają nic wspólnego z całym tym mrocznym, upozowanym szajsem. Kiedy pojawiło się w 1982 roku ryzyko brnięcia w ślepą uliczkę pustego, upośledzonego psychicznie dołerstwa, szybko nastąpiło otrzeźwienie i ucieczka w stronę kompozycji. Piosenki, popu po prostu. Robert zaczął czerpać z tego, czego lubił słuchać od najmłodszych lat, a odrzucił nurzanie się w jałowym użalaniu się nad sobą i minorowych, płaskich, wiodących donikąd monotonnych skalach muzycznych. Wybrał życie! I bardzo dobrze, bo dzisiaj The Cure wyglądaliby po prostu żałośnie.

Bardzo mnie cieszy, że Robert ma dobry gust. Że potrafi przywołać Petera Gabriela (którego Genesis było znienawidzone przez wszystkich punków), industrialnych, genialnych w swej surowości i motoryce DAF, czy mega-kilera, legendarną piosenkę z ostatnią zarejestrowaną na taśmie partią gitary Lennona, "Walking On Thin Ice". Że są tam Pixies ze swym zerwanym śmigłem, że jest tam genialny singiel Depeszów, że ska-giganci w torbiastych spodniach Madness, że mega-osobowość Kate Bush, że nawet Soft Cell, Human League i Bananarama. Oto dziedzictwo, z którego wyrasta The Cure. Które nasz utalentowany Robert Smith wzbogacił o tzw. wartość dodaną. Innymi słowy: popkultura do niego nie dopłaciła, bo wziął dużo, ale oddał co najmniej tyle samo od siebie.

Piszę o tym tylko po to, żebyśmy pamiętali, że dobrej muzyki jest naprawdę bardzo dużo. I można przeżyć niezły szok, gdy poznaje się bez uprzedzeń nowe rejony. Tak jak ja np. przeżyłem szok poznawczy, gdy kilka lat temu zacząłem dla siebie odkrywać najbardziej utalentowany, najbłyskotliwszy zespół w historii: The Beatles, których późne płyty są po prostu lekturą obowiązkową dla każdego, kto kocha muzykę rockową.

Pamiętajmy: The Cure nie jest dobrym puzzlem do tych wszystkich ograniczonych, mrocznych miernot, co to nie mają pojęcia, jak napisać DOBRĄ PIOSENKĘ i tłuką koncerty góra na 500 osób w jakichś spelunach. The Cure i ich dorobek stawiajmy raczej obok The Beatles, Davida Bowiego, Jimiego Hendrixa i innych prawdziwie wielkich.

Dziękuję za uwagę :)
Dla mnie wszyscy ludzie wyglądają tak samo.
Ray Charles

Awatar użytkownika
eljanusz
Japanese Whispers
Posty: 631
Rejestracja: czwartek, 15 września 2005, 22:47
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Wyspa Wynalazców
Kontakt:

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: eljanusz » środa, 27 maja 2009, 08:52

oczywiście masz rację, tylko szkoda że wymieniasz taką nazwę jak LACRIMOSA skoro ich twórczość sięga lat 90tych, ich pierwsza płyta ANGST to 1991 rok!

Awatar użytkownika
Darek12.73
Faith
Posty: 353
Rejestracja: wtorek, 16 sierpnia 2005, 00:43
Numer gadu-gadu: 4387326
Lokalizacja: Ziemie Odzyskane

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: Darek12.73 » środa, 27 maja 2009, 17:26

frankenstein pisze: Nie są to jakieś mroczne, gotyckie i dark-wave-owe pozycje, co? A gdzie te wszystkie ulubione przez sporą cześć forumowiczów Lacrimosy, SOMy, Missiony, Bauhausy, Xymoxy i tym podobne smuty?

Pamiętajmy: The Cure nie jest dobrym puzzlem do tych wszystkich ograniczonych, mrocznych miernot, co to nie mają pojęcia, jak napisać DOBRĄ PIOSENKĘ i tłuką koncerty góra na 500 osób w jakichś spelunach. The Cure i ich dorobek stawiajmy raczej obok The Beatles, Davida Bowiego, Jimiego Hendrixa i innych prawdziwie wielkich.

Dziękuję za uwagę :)
Nie no, trochę szacunku! Chociażby dla Bauhausu i Clan Of Xmox. To, że tłuką koncerty dla 500 osób o niczym nie świadczy. A DOBRYCH PIOSENEK mają sporo. U Lacrimosy, Sióstr i Husseya też nie jest źle z tymi piosenkami. Że The Cure do nich nie przystają - tu zgoda. Ale żeby od razu ograniczone, mroczne miernoty? Franki, to chyba taka mała prowokacja z twojej strony... Mylę się?

Awatar użytkownika
DrowningMan
The Top
Posty: 846
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2004, 22:36
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bialystok/Warszawa
Kontakt:

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: DrowningMan » środa, 27 maja 2009, 19:27

nie chce się tłumaczyć za Frankiego, ale... przecież nie oto chodzi w jego poście. Sedno leży gdzie indziej i w sumie wydaje mi się, że nie ma sie co czepiać, że użył takiego a nie innego zespołu...

poza tym.... Franek dobrze prawi! 8)
Turn On, Tune In, Drop Out

Awatar użytkownika
matibg
Faith
Posty: 360
Rejestracja: wtorek, 5 lutego 2008, 12:50
Numer gadu-gadu: 0

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: matibg » czwartek, 28 maja 2009, 08:31

Eeeeeee, dla mnie to wszystko jasne jest co napisałeś od dawna :wink: The Cure to tylko jeden z kilkuset elementów mojej muzycznej wrażliwości, ale za to mający szczególne miejsce na podium :wink:

marchew
Easy Cure
Posty: 35
Rejestracja: niedziela, 13 listopada 2005, 15:09

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: marchew » sobota, 6 czerwca 2009, 12:07

Frankenstein poruszył bardzo ciekawy temat.
Rzeczywiście, muzyczne korzenie Smitha i zespołu jako takiego leżą nie w punku i wyrastającej z niego zimnej fali, a w muzyce lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To za sprawą starszego rodzeństwa ukształtowała się muzyczna świadomość Smitha i oscylowała wokół takich zespołów i artystów jak: The Beatles, David Bowie, Captain Beefheart. Zespół owszem, wypłynął na fali popularności muzyki punk, ale poza przynależnością pokoleniową niewiele go z nim łączyło.
Rzewuski podawał, źe w trakcie sesji do "Kiss Me..." członkowie zespołu przypięli do ściany w reżyserce swoje ulubione albumy dwupłytowe. Zobaczmy - "Physical graffiti" Prince'a, "Ummagumma" Floydów, "Lamb Lies down on Broadway" Genesis" - to są istotne wskazówki dotyczące inspiracji zespołu.
Dodajmy, że Smith jako czlowiek otwarty na świat nie pozostawał głuchy na to, co działo się w muzyce lat osiemdziesiątych - stąd ta jakże ciekawa lista, którą przytoczył Frankenstein.
I'd love to love you girl, but my body has just been sold

Awatar użytkownika
s'the figurehead
Disintegration
Posty: 2071
Rejestracja: niedziela, 23 maja 2004, 12:32
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bóg wie gdzie...

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: s'the figurehead » środa, 10 czerwca 2009, 23:11

No dobrze. Wszystko ok. I wydawać by się mogło, że dla wytrawnego słuchacza twórczość TC ma różne oblicza i szczególnie różne wartości (zarówno muzyczne jak i estetyczne). I jeśli przyjmujemy, że okresy twórczości, (od 1978do 1989; po 90r.do 2000; i okres po Bloodflowers - tak to sobie podzieliłem...); jak i kolejne płyty,( będące jak wiemy, od strony tekstowej, przede wszystkim, jak i w dużym stopniu od warstwy muzycznej - odbiciem aktualnego stanu emocjonalnego i psychicznego Smitha), więc jak to się ma do odwiecznego szufladkowania dokonań TC? Do określania poszczególnych płyt? Może jedna, dwie wpisują się w nurt tzw.popularnej zimnej fali, która i w Polsce ma do dzisiaj swoich zatwardziałych fanów i orędowników. Był moment, że The Cure uznano za przedstawicieli i jednocześnie prekursorów tzw, Gruft Rocka i działo się to w okolicach wydania Disintegration. Po 2000r. zespół staje się poniekąd ikoną, wzorcem dla wszelkich gotycko-zimnofalowo-gruftrockowych sierot. I chyba każdy ma do tego swój wyrobiony stosunek...
Korzenie muzyczne Roberta i S-ki, inspiracje artystyczne,wszelkie uniesienia narkotyczno-alkoholowe; żywe emocje; fobie, koszmarki większe lub mniejsze; działanie na przekór innym; prowokowanie; etc.etc.etc. można by stworzyć tak obszerną listę, jak obszerna jest psyche i osobowość Smitha...
Moim zdaniem udało mu się tak zawirować muzyczny świat, że już nigdy nie da się jasno i wyraźnie określić, co The Cure gra i o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi... :wink: :roll:

Awatar użytkownika
love_cat
Disintegration
Posty: 2050
Rejestracja: piątek, 22 lutego 2008, 15:15
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: The Same Deep Water As You /krk

Re: Muzyczny bekgraund Roberta Smitha

Post autor: love_cat » poniedziałek, 3 sierpnia 2009, 14:32

frankenstein pisze:

The Cure nie mają nic wspólnego z całym tym mrocznym, upozowanym szajsem.
Heh, Frankie, tak czytam ten wątek już któryś raz, ciągle od nowa i... całkiem niedawno zobaczyłam jak wiele masz racji opisawszy to co opisałeś etykietką "mroczny upozorowany szajs".
"And kissing crimson fell into her waiting arms.."

ODPOWIEDZ