Najbardziej niedoceniany album i utwór

Wszystkie tematy związane z The Cure.
Awatar użytkownika
Pablo
Three Imaginary Boys
Posty: 115
Rejestracja: czwartek, 9 czerwca 2005, 13:26
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: znikąd

Najbardziej niedoceniany album i utwór

Post autor: Pablo » wtorek, 16 sierpnia 2005, 12:19

Na początek powiem, że przejrzałem historię tematów na forum i nie znalazłem takiego. Mogłem coś przeoczyć, więc wybaczcie jeśli powielam ten temat.

Wśród dziennikarzy, krytyków i fanów The Cure, także na forum, słyszymy przeróżne opinie na temat poszczególnych wydawnictw zespołu. W niektórych kwestiach w większości jesteśmy zgodni, inne budzą spore kontrowersje (choćby ostatni album – „The Cure”). Stąd mój pomysł na dyskusję. Abyśmy wybrali (każdy wg własnego gustu) najbardziej NIEDOCENIANE przez większość albumy i utwory The Cure. Proszę wyjść z założenia: „Ja uwielbiam to wydawnictwo. Czemu inni na to psioczą?”

Zacznę od siebie:
- utwór „The Caterpillar”. Wiadomo, że album „The Top” nie należy do kultowych dzieł The Cure. Mówiąc wprost jest jednym z najgorszych... Choć ci, którzy interesują się nieco historią zespołu wiedzą, że nagranie „The Top” miało na celu skonsolidowanie rozbitego w ’82 The Cure i było swego rodzaju terapią dla psyche Smitha. Nie chodziło o podbicie sceny muzycznej. „The Caterpillar” wyróżnia się spośród innych piosenek płyty. Jakże ta melodia jest urocza! I nigdy nie uważałem, że ta piosenka jest „tandetna” (jak np. „Friday I’m In Love”). Uważam „Gąsienicę” za jeden z tych prawdziwych przebojów The Cure, obok „Boys Don’t Cry”, „Just Like Heaven” i kilku innych.

- utwór „How Beautiful You Are”. Nie, raczej nikt go obelgami nie obrzuca. Chodzi mi o coś innego. Przy różnych recenzjach „Kiss Me...” – nikt o nim nie wspomina. A na mnie żaden utwór z tego albumu nie zrobił takiego wrażenia jak wspomniany „How Beautiful...”. Jest świetny instrumentalnie, klimatycznie, a jego tekst jest u mnie na 1 miejscu wśród tych ulubionych. Uwielbiam „Kiss Me...”, bo to fantastyczny album. Jednak bez wspomnianego utworu płyta ta najbardziej straciłaby na wartości.

- płyta „Wild Mood Swings”. Owszem, zawiera słabsze momenty („Strange Attraction”, „Mint Car”, „Gone!”). Ale one występują też na innych płytach, które są wielbione (choćby „Wish”, „Bloodflowers”, „The Cure”). Nie sądzę by całościowo „WMS” odstawał od innych albumów The Cure. Zawiera bowiem wiele wartościowych songów. Uważam, że „Want”, „This Is A Lie”, „Jupiter Crash”, „Treasure” czy „Bare” należą do najciekawszych i najlepszych utworów zespołu w ogóle. A refren w „Club America”, końcówka „Round & Round & Round” czy kolejny ironiczny „Return” urokiem przypominają największe przeboje Cure’ów. Słychać, że panowie świetnie się bawią, a nagranie tych radosnych piosenek sprawia im dużą satysfakcję. Nie chcę wynieść na piedestały „WMS”, a jedynie obronić przed ostrą krytyką. Myślę, że wpływ na taki odbiór tej płyty ma fakt, iż po raz pierwszy w historii album The Cure sprzedał się gorzej od poprzedniego (w tym wypadku od „Wish”). A jeśli ktoś twierdzi, że jakość płyty należy oceniać przez pryzmat sprzedanych egzemplarzy, ten nie wie co mówi. Dla mnie „Huśtawka dzikich nastrojów” jest albumem, którego chętnie słucham. I cieszę się, że ta płyta powstała.

To tyle. Jest jeszcze kilka wydawnictw, które uważam za bardzo niedocenione, ale myślę, że to wystarczy. Nie chcę by ktoś zrecenzował moją wypowiedź, a jedynie sam „wyrzucił” coś z siebie. Łączy nas The Cure, ale są też pewne różnice w odbiorze ich muzyki. I właśnie o tym chciałem podyskutować. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
DrowningMan
The Top
Posty: 846
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2004, 22:36
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bialystok/Warszawa
Kontakt:

Post autor: DrowningMan » wtorek, 16 sierpnia 2005, 12:49

Najbardziej niedoceniony album? Oczywiscie Wild Mood Swings :wink: Moze nie jest dzielem sztuki ale to zdecydowanie jeden z albumow The Cure do ktorego wracam najczesciej..... Dlaczego? Bo jest to ten roznorodny i wesoly Cure ktorego bardzo lubie, ktory przyprawia o dobry humor :wink: Najbardziej niedoceniona piosenka to chyba dla mnie Strange Attraction: podobnie jak album, wesoly Robert, tryskajacy energia i humorem, swietny tekst ze smutnym zakonczeniem, Robert spiewa ta koncowke w ten sposob ze az chce sie uronic lezke nad losem bohatera utworu....

Awatar użytkownika
Darek12.73
Faith
Posty: 353
Rejestracja: wtorek, 16 sierpnia 2005, 00:43
Numer gadu-gadu: 4387326
Lokalizacja: Ziemie Odzyskane

Post autor: Darek12.73 » wtorek, 16 sierpnia 2005, 14:00

Płyta "The Top". Po genialnej TRÓJCE (17 seconds, Faith, Pornography) "The Top" musiała rozczarowywać, choć jak wiemy, album przyjęto z początku dość przychylnie. Chętnie dziś słucham płyty ze względu na "Shake Dog Shake", "Give Me It", "Dressing Up", "The Empty World", "Piggy In...", "Wailling Wall".

Daysleeper
Boys Don't Cry
Posty: 161
Rejestracja: czwartek, 31 marca 2005, 16:21

Post autor: Daysleeper » wtorek, 16 sierpnia 2005, 14:27

Darek12.73 pisze:Po genialnej TRÓJCE (17 seconds, Faith, Pornography) "The Top" musiała rozczarowywać.
Po owej `trójce` mnie bardziej rozczarował (negatywnie) Japanese Whispers wydany prędzej niż The Top.

Wracając do tematu... Nie wiem co jest tym niedocenianym przez większość, nie interesuje mnie to w ogóle. Szczególny problem jest z pojedynczymi piosenkami, tu zupełnie nie wiem który przez `większość` jest niedoceniony (na forum tym bywam od niedawna, może dlatego).
Jeżeli masz wątpliwości to tak już pozostanie.

Awatar użytkownika
Darek12.73
Faith
Posty: 353
Rejestracja: wtorek, 16 sierpnia 2005, 00:43
Numer gadu-gadu: 4387326
Lokalizacja: Ziemie Odzyskane

Post autor: Darek12.73 » wtorek, 16 sierpnia 2005, 14:40

"Wesołe, głupiutkie single, piosenki pop" (jak to określił sam Smith-tak mi się wydaje) umieszczone na "Japanese Whispers" celowo, z zasady pominąłem.
Ostatnio zmieniony wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:14 przez Darek12.73, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
s'the figurehead
Disintegration
Posty: 2071
Rejestracja: niedziela, 23 maja 2004, 12:32
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bóg wie gdzie...

Post autor: s'the figurehead » wtorek, 16 sierpnia 2005, 20:24

Jumping Someone... z wczesnego okresu kapeli, jeden z najciekawszych. Threejest tylko cieniem dla A Forest; M, czy At Night- dla mnie jest Perłą tej cudownej(jako bezwzględna całość)płyty. Odrzutem, który bardzo lubię, stał się Doubt, a przyczynił się do tego sam zespół, który akurat ten kawałek grał na koncertach najrzadziej z TEGO albumu. Japanese Whispersi jej "be" strona, czyli The Dream; Just One Kiss; Upstairs Room; Speak My...; Lament - - to b. pokręcone, psychopopowe kawałki, zdecydownie smith'owskie, a również przez zespół pomijane. The Top to płyta pomost, między starym, a nowym CURE; doceniono (wyróżniono?)jedynie Shake Dog Shake (fakt, że świetnie się sprawdza na koncertach); dorzucił bym do repertuaru Bird Mad Girl i utw.tytułowy(kiedyś grany znacznie częściej, w ostatnich latach właściwie wogóle); Head On The Door - stawiam 6 Different Ways; Kiss Me - How Beautiful You Are (poezja!); One More Time; A Thousand Hours (zdecydowanie jeden z najpiękniejszych lovesongów zespołu) i Shiver and Shake; Nad Disintegration, podobnie jak nad Pornography zachwyca się prawie każdy, więc i sam zespół pokazał, że od utw. z tej płyty nie ucieka (no teraz, raczej będą próbowali...); mimo to wskazuję na Closedown oraz Last Dance - jakieś takie zaniedbane w zachwytach, a niesłusznie. Mixed Up - jako całość raczej równany z błotem; a to tylko zmiksowana dawka antidotum dla fanów; WMS - podobnie jak w przypadku Mixed Up, album przez wielu uznany za niewypał, odrzut, dziwaczny bełkot zespołu; przeze mnie doceniony głównie za innowacyjną dziwaczność, zarówno aranżacyjną, jak i kompozycyjną; za surrealistyczne, iroczne, czasem wręcz absurdalne teksty, no i głównie za This Is A Lie; Strange Attraction; Numb; Treasure i Bare; ;
Album pojechany kjurowo na maxa, już bardziej się nie da (niestety); z Bloodflowers wyróżniam przede wszystkim The Loudest Sound, z cudowną, ukochaną - tunelową gitarą Mistrza! Ostatniej płyty nie bronię - obroni się sama.Z czasem. Jak i cała reszta, o której wcześniej napisałem... :roll:

Awatar użytkownika
cyjanek
Concert - The Cure Live
Posty: 1259
Rejestracja: poniedziałek, 18 sierpnia 2003, 23:23
Numer gadu-gadu: 1882016
Lokalizacja: z kartonowego pudełka [krk]

Post autor: cyjanek » wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:28

Darek12.73 pisze:"Wesołe, głupiutkie single, piosenki pop" (jak to określił sam Smith-tak mi się wydaje) umieszczone na "Japanese Whispers" celowo, z zasady pominąłem.
ha, no wlasnie, dla mnie tym niedocenianym albumem jest "JW". ja wiem ze kicz, tandeta, zbyt skoczne to i zbyt wesole, paranoicznie radosne i w ogole zakrecone dosc mocno, ale ile mozna sie nurzac w tych egzystencjalnych mrokach 8) od czasu do czasu miewam fazy, ze slucham glownie "the upstairs room" i "let's go to bed", ha, nawet "the walk" lubie [bo dalej upieram sie przy swojej interpretacji;)]. nie wiem, podoba mi sie tez takie obłąkańcze the cure.
Pablo pisze: - utwór „How Beautiful You Are”. Nie, raczej nikt go obelgami nie obrzuca. Chodzi mi o coś innego. Przy różnych recenzjach „Kiss Me...” – nikt o nim nie wspomina. A na mnie żaden utwór z tego albumu nie zrobił takiego wrażenia jak wspomniany „How Beautiful...”.
to samo moglabym powiedziec o "kyoto song" - dla mnie to absolutny killer i jeden z najlepszych utworow jakie smith kiedykolwiek napisal. rzekłam 8)
.

Awatar użytkownika
Zajin
Japanese Whispers
Posty: 646
Rejestracja: poniedziałek, 12 stycznia 2004, 23:25
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: 3m/krk
Kontakt:

Post autor: Zajin » wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:33

drimm pisze: ... "let's go to bed", ha, nawet "the walk" lubie [bo dalej upieram sie przy swojej interpretacji;)]. nie wiem, podoba mi sie tez takie obłąkańcze the cure.
Ma swój urok własnie w tym. Btw. Który to był temat z tymi interpretacjami? Bo mi sie zapomniało, a podobało:]
drimm pisze: to samo moglabym powiedziec o "kyoto song" - dla mnie to absolutny killer i jeden z najlepszych utworow jakie smith kiedykolwiek napisal. rzekłam 8)
Jest powalający.
No i bedzie, ze powtarzam po innych 8)
into the swirl of their senselessness
cosy emptiness

Awatar użytkownika
Nevyn
Disintegration
Posty: 2046
Rejestracja: czwartek, 23 maja 2002, 07:20
Numer gadu-gadu: 2339800
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: Nevyn » wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:36

Zajin pisze: Ma swój urok własnie w tym. Btw. Który to był temat z tymi interpretacjami? Bo mi sie zapomniało, a podobało:]
viewtopic.php?t=1351


Sadze ze jest sporo osob, ktore lubia Kyoto song ;)
Have a Cure day :)

Awatar użytkownika
cyjanek
Concert - The Cure Live
Posty: 1259
Rejestracja: poniedziałek, 18 sierpnia 2003, 23:23
Numer gadu-gadu: 1882016
Lokalizacja: z kartonowego pudełka [krk]

Post autor: cyjanek » wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:40

Zajin pisze:
drimm pisze: ... "let's go to bed", ha, nawet "the walk" lubie [bo dalej upieram sie przy swojej interpretacji;)]. nie wiem, podoba mi sie tez takie obłąkańcze the cure.
Ma swój urok własnie w tym. Btw. Który to był temat z tymi interpretacjami? Bo mi sie zapomniało, a podobało:]
Nevyn podal jeden, tu: viewtopic.php?t=1382 jest drugi, to tak na marginesie.
.

Awatar użytkownika
Zajin
Japanese Whispers
Posty: 646
Rejestracja: poniedziałek, 12 stycznia 2004, 23:25
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: 3m/krk
Kontakt:

Post autor: Zajin » wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:43

O! Dziekuje, wiedzialam, ze to jakos w kawałkach jest.
Hmm, a od tej pory zadnych nowych interpretacji?
into the swirl of their senselessness
cosy emptiness

Awatar użytkownika
s'the figurehead
Disintegration
Posty: 2071
Rejestracja: niedziela, 23 maja 2004, 12:32
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bóg wie gdzie...

Post autor: s'the figurehead » wtorek, 16 sierpnia 2005, 21:45

PROSZĘ PISAĆ NA TEMAT!
(B.lubię Kyoto Song) :roll:

Awatar użytkownika
Perry
Boys Don't Cry
Posty: 177
Rejestracja: wtorek, 28 maja 2002, 13:35
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: Perry » środa, 17 sierpnia 2005, 08:06

THE TOP - przeciez to bardzo dobry album! - duzo dzwiekow granych w "orientalnych" skalach, tworzy niesamowity klimat - chociazby rewelacyjny "Wailing Wall". Pare dni temu po raz pierwszy obejrzalem koncert z München z 1984 roku, w którym Robert na "Wailing Wall" oprócz gitary używa również fletu - za pomocą którego wydobywa te "chore" :) dzwieki pojawiajace sie na poczatku i również w dalszej części utworu.
Uważam iż zespół mimo bardzo nietypowego, przejściowego składu (nie było Simona), prezentował się bardzo dobrze na scenie.
Na "The Top" pojawia się jeszcze kilka bardzo dobrych utworów jak chociażby "Piggy in the mirror", "The empty world" czy tytułowy "The top".

Awatar użytkownika
CureMar
Concert - The Cure Live
Posty: 1260
Rejestracja: niedziela, 26 maja 2002, 21:49
Numer gadu-gadu: 5308708
Lokalizacja: Gdańsk / Underneath the Stars
Kontakt:

Post autor: CureMar » środa, 17 sierpnia 2005, 09:28

"Just One Kiss" - zawsze lubiłem ten utwór mimo, że brzmi jak odrzut z "Pornography".
"Japanese Whispers" jest wspominana raczej w kontekście "Let's Go To Bed", "The Walk" i "LoveCats" a przecież jest na niej także wspomniany na początku utwór no i przede wszystkim "Lament".
"Ten pijak, który mruczy coś przez sen,
Że póki my żyjemy, Ona żyje też..."

cures
Easy Cure
Posty: 39
Rejestracja: niedziela, 16 maja 2004, 15:53
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Częstochowa

Post autor: cures » poniedziałek, 22 sierpnia 2005, 21:52

Ostatnio poświęcam sporo uwagi najlepszej w historii grupy- powoli dochodzę do tak odkrywczego wniosku- płycie "Kiss Me", starając się odnajdywać jej coraz to nowe odcienie. Niesamowicie brzmi hipnotyczny "Snakepit" z narastającą stopniowo ścianą przeszywającej gitary. Oczywiście, utwór ten ma wielu miłośników, jednak mało kto zalicza go do kanonu twórczosci The Cure, choć chyba na taki tytuł zasługuje.

Nie chciałbym, by na siłę robiono z rzeczy średnich wybitne a dobre lub znakomite zaniżano do poziomu tych mniej trafionych. Jeżeli ktoś nie przepada za WMS tj. według rzeczników krążka nie rozumie przekazu, nie potrafi odpowiednio "przyłożyć się" do zawartych tam kompozycji.
Za zupełnie niecelowe uważam porównywanie WMS do Wish. WMS jak sam tytuł wskazuje jest swego rodzaju mieszanką wybuchową, balansowaniem na granicy skrajnych nastrojów, co nie zawsze musi odpowiadać przyzwyczajonym do zachowania pewnej spójności artystycznej fanom. Do tego nie ma zbyt wielu utworów samoczynnie się broniących, tzn. takich, które nie wymagają uzasadnienia ich umieszczenia w zestawie. Na Wish jest takich rzeczy co nie miara.
Wish jest w moim skromnym odczuciu swego rodzaju odpowiedzią Smitha na natarcie muzyki rockowej w wydaniu grunge, który właśnie wtedy podbijał skutecznie świat. Nie album jako całość, lecz poszczególne elementy go spinające: "Open" i "End" (oba wybitne) czy pełen zaciekłej, świeżej agresji "Cut" . Umiejętność przemycenia dusznego klimatu cure w połączeniu z mocą użytych środków wyrazu trafiających do wyobraźni słuchaczy zawsze była silną stroną zespołu, znamionującą najwyższą formę muzyków. I tego zabrakło na obojętnej albo sumarycznie ubogiej emocjonalnie WMS. Można się bawić w dalsze porównania np. przebojowość, Friday kontra Mint Car, odpowiedź jednoznaczna, bez względu na dozę subiektywizmu w ocenie. Ilość rzeczy zwyczajnie odstających, na Wish słownie jedna: "Wendy Time", reszta bardzo dobra lub wyśmienita. WMS niestety nie wytrzymuje próby konfrontacji i na tym polu. Do tego niezapomniane perełki: "From the Edge..., "Trust", "To wish impossible things". Żeby nie wspomnieć o wprost rewelacyjnych "odrzutach sesyjnych": "This Twilight Garden", "Play"... Odbiegłem nieco od tematu, ale to w trybie wąskiej polemiki. Trochę się przy okazji rozmarzyłem. Ach, to były czasy... Pozdr.

ODPOWIEDZ