Dowalmy Grubasowi i The Cure!

Wszystkie tematy związane z The Cure.
Awatar użytkownika
frankenstein
Concert - The Cure Live
Posty: 1394
Rejestracja: piątek, 24 maja 2002, 09:45
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa - miasto zmartwychwstałe

Post autor: frankenstein » czwartek, 2 czerwca 2005, 00:11

Danelectro pisze:Nie wiem, czy ktokolwiek się ze mną zgodzi, ale The Cure, Robert Smith nie byli jeszcze w takiej sytuacji, jak ostatnio. W sytuacji tak komfortowej i niezobowiązującej
No właśnie ja się raczej nie zgodzę. The Cure nigdy nie byli w TAK TRUDNEJ sytuacji, jak teraz. Oczywiście dostrzeżemy to tylko wtedy, gdy spojrzymy z bardziej ludzkiej perspektywy. I tu znowu wraca sprawa wieku i stażu. Smith własnie chyba cierpi na brak motywacji, bo niczego już nie musi udowadniać. Natomiast problemem jest to, że nieodłaczną częścią The Cure jest pewna naiwność i młodzieńczość. Zakładając, że chce wciąż pisać prawdziwą, zainspirowaną muzykę, trafiającą do wrażliwych młodych ludzi, musimy przyznać, że ten cel będzie osiągać coraz trudniej. I myślę, że Smith też to dokładnie widzi, bo głupi to on nie jest. Może wszak pisać wciąż kolejne dziesiątki introwertycznych utworów o obumieraniu ducha (stąd mój ambiwalentny stosunek do "Going Nowhere", bo pomijając fakt, że to piekny utwór, wiadomo, że tego typu kawałki Smith może pisać na pęczki we śnie), ale ciężko już na tym polu "wymyśleć" coś odkrywczego. Może też nagrywać energetyczne żywiołowe piosenki o pędzie do życia i "nadrabianiu zaległości", ale kto mu w to uwierzy, gdy wokół tylu młodych wariatów z gitarami, którzy niejednokrotnie mogą oddać taki stan ducha jeżeli nie lepiej, to przynajmniej bardziej wiarygodnie. Cholernie ciężko wybrać teraz jakiś kierunek. A to, że klaka opłacona przez Geffen się wzmogła może tylko działać bardziej paraliżująco na siły twórcze.

To chyba stąd m.in. te zmiany w składzie. Smith ma w zywczaju nie poddawać się i walczyć. Coś tam teraz kombinuje w tej swojej głowie, może myśli, że we trzech lepiej im pójdzie, ale nie wykluczałbym możliwości, że obawia się o to, co z tego wyjdzie. The Cure się nie skompromituje, ale może narazić się na coraz więcej ironicznych uśmieszków. Nie wiadomo, co gorsze dla takiego narcyza, jak Robert...
Dla mnie wszyscy ludzie wyglądają tak samo.
Ray Charles

Awatar użytkownika
Qr_wishful_thinker
Boys Don't Cry
Posty: 169
Rejestracja: piątek, 11 marca 2005, 17:22
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Cieszyn

Post autor: Qr_wishful_thinker » czwartek, 2 czerwca 2005, 17:21

Ja mysle, ze Robert jest swiadomy tego, co The Cure osiagnelo i potrafi jeszcze osiagnac, dlatego moze myslec nad stworzeniem czegos w rodzaju koncowego dziela zespolu, zlozonego z mroczkow, za ktore grupa bedzie zapamietana (chyba ze ma w planach cos wiecej, co przykladowo zakladalby kontrakt z I Am). 'Bloodflowers' mial byc ostatnim albumem, bo trescia oddawal to, czego od The Cure najbardziej sie oczekuje, byl klimatycznie jak najbardziej cure'owy i poruszal tematy kojarzace sie z pewnym przelomem (wiadomo, czterdziestka). 'The Cure' do miana ostatecznego dziela nie pasuje z przyczyn oczywistych i prawdopodobnie najbardziej wyrazna taka przyczyna jest niespojnosc.

Robert z reguly wie, co robi, kiedy chodzi o zespol. Jezeli zmiana skladu byla sprawa konieczna, to chyba jednak byla. O co chodzilo, do konca nie wiemy i nie wiem czy sie dowiemy, ale nic sie nie dzieje bez powodu.

Czegokolwiek by nie powiedziec o 'The Cure' (ktora akurat dla mnie nie jest zla plyta), jezeli Robert zadecydowalby o pozegnaniu na przyklad w przyszlym roku, byloby to na pewno godne zejscie ze sceny. Nie stanie sie wtedy zadna tragedia, bo zespol stworzyl juz kilka niesamowitych plyt, za ktore bedzie zapamietany przez potomnych i tak wplynal na rozwoj rocka alternatywnego, jak malo kto (albo i nikt).

Mimo wszystkiego, co sie pokomplikowalo, wierze, ze Robert wie, jak pokierowac zespol, chociaz znalazl sie teraz w niewatpliwie trudnej sytuacji, niekoniecznie najmocniej zwiazanej z odejsciem dwoch panow.

Awatar użytkownika
Danelectro
Pornography
Posty: 562
Rejestracja: czwartek, 26 sierpnia 2004, 03:55

Post autor: Danelectro » piątek, 3 czerwca 2005, 19:02

frankenstein pisze:The Cure nigdy nie byli w TAK TRUDNEJ sytuacji, jak teraz. Oczywiście dostrzeżemy to tylko wtedy, gdy spojrzymy z bardziej ludzkiej perspektywy. I
Z grubsza o to właśnie chodziło, chociaż w tekście pisanym po nocy można wyczytać różne rzeczy; )


ALE - nie daję za wygraną - coś musiało pęknąć w TC, nie ma tej atmosfery prywatności - ba, klikowatości, z czego kjury zawsze słynęły. Od pewnego czasu Smith nie stroni od tej całej niby-śmietanki muzycznej i co bardziej kiczowatych imprez,

ale

http://muzyka.onet.pl/mr,1107618,wiadomosci.html

co to ma być?

We are the world ?!?
Zły gotyk boli przez całe życie

Awatar użytkownika
qiur
The Head On The Door
Posty: 1036
Rejestracja: środa, 22 maja 2002, 14:50
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Tatooine
Kontakt:

Post autor: qiur » sobota, 4 czerwca 2005, 01:19

Danelectro pisze: ale

http://muzyka.onet.pl/mr,1107618,wiadomosci.html

co to ma być?

We are the world ?!?
szukanie problemow na sile, ot co :)
System Eliminacji Studentów Jest Aktywny

WHISPERS CURE CARLENA
The Top
Posty: 832
Rejestracja: poniedziałek, 26 stycznia 2004, 11:22
Numer gadu-gadu: 0

Post autor: WHISPERS CURE CARLENA » sobota, 4 czerwca 2005, 09:07

Panie Robercie a ja chcę Panu dowalić za to,że nie moge wyciąć sobie Pańskiego malutkiego zdjęcia ze styczniowego numeru Cogito i poza tym pisze tam w zapowiedziach koncertowych,że The Cure przyjedzie do Polski wiosną więc to chyba jasne że za to też :twisted:

Awatar użytkownika
bor
Easy Cure
Posty: 40
Rejestracja: czwartek, 8 lipca 2004, 14:03
Numer gadu-gadu: 0
Kontakt:

Post autor: bor » środa, 8 czerwca 2005, 20:26

Ja myślę, że Robert stał się troszkę niewolnikiem swojego imidżu bo o ile nikt nie czepia się Bowiego, że nadal występuje mająć 57 latek, Robert w tym wieku z burzą włosów i makijażem wyglądałby conajmniej dziwnie.
A z drugiej strony kto z nas chciałby Go oglądać na scenie bez tych znaków rozpoznawczych?
Tak mnie się zdaje.
NAJWIĘKSI GŁUPCY ODEJDĄ PŁACZĄC
RESZTĘ UDUSI ŚMIECH NIESKOŃCZONY

jaszczu_r
Easy Cure
Posty: 7
Rejestracja: wtorek, 16 marca 2004, 21:41
Numer gadu-gadu: 0
Kontakt:

Post autor: jaszczu_r » czwartek, 9 czerwca 2005, 15:18

chcę dowalić Robertowi ot tak dal zasady - bo o to chodzi w tym temacie :)

... mam nadzieje, ze nie przygotowuje sie do reklamy Slim Fast :)

Awatar użytkownika
Pablo
Three Imaginary Boys
Posty: 115
Rejestracja: czwartek, 9 czerwca 2005, 13:26
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: znikąd

Post autor: Pablo » sobota, 20 sierpnia 2005, 13:17

Bardzo dobrze, że ten temat w ogóle powstał. Bo jako fani, nabywcy płyt i widzowie koncertów mamy prawo wyrazić także słowa krytyki.

- wspomniane lenistwo. Oczywiście nie mam pretensji, że zespół nadal istnieje. Wielu na ich miejscu już dawno zwinęłoby interes, więc jestem wdzięczny, że The Cure wciąż żyje. Ale jeśli wydaje się płyty co cztery lata, to wypadałoby powrócić z naprawdę dobrym materiałem. Tymczasem otrzymujemy albumy co najwyżej poprawne, średnie i tylko w nielicznych ich momentach – powalające. Niestety dużo na nich tandety, czegoś czym nie powinien się szczycić ten zespół. Od czasów „Disintegration” dostajemy właśnie, wraz z nadchodzącymi Mistrzostwami Europy w piłce nożnej, takie nieco „skopane” płyty. Brak w nich tego ognia, który posiadały albumy z lat 80-tych. Jasne, że „Wish”, „Wild Mood Swings” i „The Cure” zawierają świetne kawałki. Ale jeśli czekamy już na każdą z tych płyt tyle czasu, to chciałoby się by każdy album był w całości rewelacyjny, a nie 2 czy 3 jego utwory. „Bloodflowers” to naprawdę dobry i przede wszystkim – spójny album. Ale nie oszukujmy się – przy „Faith”, „Pornography” czy „Disintegration” trudno być nim w pełni usatysfakcjonowanym.

- „B-sajdy”. A przez to mnie szlag trafia. Co mi z tego, że problem ten mają z głowy Japończycy czy Australijczycy, którzy załatwiają sprawę tak, że na wychodzącej płycie mają wszystkie utwory nagrane podczas ostatniej sesji. Nie będę po album leciał przez ocean. Nam zostaje wciśnięta okrojona (często ze świetnych kawałków) wersja. Niby można je sobie zakupić na singlach czy reedycjach, ale to nie jest do końca w porządku. Ostatnio wyszło „Join The Dots”. Cena (z księżyca) sprawiła jednak, że raczej nigdy nie będzie dane mi go posłuchać. To przykre, że prawdziwi fani są często pozbawieni możliwości wysłuchania wielu kawałków ulubionej kapeli.

- coś w stylu „Greatest Hits” czy „Deluxe Edition”. To wręcz chamstwo, byśmy musieli powielać zebrane już wcześniej wydawnictwa. Nie mam nic przeciwko wydaniom składankowym, bo są one np. dla osób, które chcą mieć tylko jedną płytę danego wykonawcy. Ale przy The Cure stosowany jest bezczelny manewr. Do takich zestawów dorzucane są 1-2 piosenki, które dotychczas nie ukazały się na żadnej płycie. Weźmy np. „Galore” z krótszą, bardziej konkretną wersją „Pictures Of You” i premierowym (w dodatku bardzo słabym) „Wrong Number”. Nie tak długo po nim kolejny składak – „Greatest Hits”, a na nim: 15 znanych, wyciętych z płyt i posiadanych przez wszystkich utworów, ponownie „Wrong Number” (niech żyje!!!) oraz dwie nowe piosenki: „Cut Here” i „Just Say Yes”. Pomysł z wersjami akustycznymi był OK. Ale po co te 15 singli w wersjach, które już posiadam? Mógł sobie wyjść pojedynczy album z 18 „akustykami” i trzema singlami studyjnymi jako bonusy. Całość byłaby nowa i pretensji byłoby mniej. To samo te ostatnie „deluxy” czy jak je tam zwą... Po jaką cholerę mam po raz kolejny płacić za album który już posiadam?!? Oczywiście zestawu z wersjami demo, koncertówkami czy jakimiś próbami nie można kupić osobno. Trzeba jeszcze raz wydać kasę na podstawową płytę. No k...a, krew mnie zalewa! I nie będę tu bronił Smitha, bo to także jego wina. Ktoś na forum powiedział, że to wytwórnie decydują o tym co zawiera album, a nie sami muzycy. Otóż w przypadku The Cure tak nie jest! Smith po niekontrolowanym przez siebie debiutanckim wydaniu „Three Imaginary Boys” zabezpieczył się przed tym. Jego kontrakt podpisany z wytwórnią sprawia, że to TYLKO OD NIEGO zależy jakie utwory znajdują się na płycie i w jakiej kolejności. Dlatego absolutnie nie możemy oczyszczać go z winy, jeśli chodzi o selekcję.

- kłamstwa Roberta Smitha. To, że wciśnie jakiś kit dziennikarzom, odnośnie swego prywatnego życia, jest jeszcze w porządku. Za to go nawet lubię. Problem pojawia się kiedy kłamie fanów, wyznawców The Cure. Choćby brednie o jego solowej płycie. Po co to? Później obietnica przyjazdu do Polski: „Tak, Polska jest w świecie The Cure!”. Pięknie, tyle, że to kolejne kłamstwo. Albo słowa o „zajebistości” każdej nowej płyty, podczas gdy od ’89 roku do „zajebistości” ciągle daleko. Wszyscy Roberta szanujemy i doceniamy za jego talent, inteligencję i niezależność jaką wykreował w latach osiemdziesiątych. Ale przydałby się i szacunek dla nas. Aż chce się zacytować „Bare” z „WMS”. Przyjadę do Polski... „yeah one last useless vow...” („tak, to ostatnia bezużyteczna przysięga”) .

Znalazłoby się coś jeszcze. Ale już nie chce mi się o tym gadać...

Awatar użytkownika
beyond
Japanese Whispers
Posty: 764
Rejestracja: piątek, 7 lutego 2003, 18:19

Post autor: beyond » sobota, 20 sierpnia 2005, 16:30

Pablo pisze: Jego kontrakt podpisany z wytwórnią sprawia, że to TYLKO OD NIEGO zależy jakie utwory znajdują się na płycie i w jakiej kolejności. Dlatego absolutnie nie możemy oczyszczać go z winy, jeśli chodzi o selekcję. ...
Gdzieś czytałem/usłyszałem, że utwory które znalazly sie na 'the cure' wybrał Robinson. Smith był zresztą dość zdziwiony i rozczarowany tym wyborem. Także uważałbym z tym 'tylko od niego' bo w tym przypadku to chyba jednak nie ten adres.
Sing while you may
though it's hard to sing underwater.

Awatar użytkownika
Qr_wishful_thinker
Boys Don't Cry
Posty: 169
Rejestracja: piątek, 11 marca 2005, 17:22
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Cieszyn

Post autor: Qr_wishful_thinker » sobota, 20 sierpnia 2005, 16:38

beyond pisze:
Pablo pisze: Jego kontrakt podpisany z wytwórnią sprawia, że to TYLKO OD NIEGO zależy jakie utwory znajdują się na płycie i w jakiej kolejności. Dlatego absolutnie nie możemy oczyszczać go z winy, jeśli chodzi o selekcję. ...
Gdzieś czytałem/usłyszałem, że utwory które znalazly sie na 'the cure' wybrał Robinson. Smith był zresztą dość zdziwiony i rozczarowany tym wyborem. Także uważałbym z tym 'tylko od niego' bo w tym przypadku to chyba jednak nie ten adres.
Fakt, też gdzieś czytałam, że Robinson miał wpływ na dobór utworów. Simon się skarżył, że mu się ten zestaw do końca nie podoba i to jest jeden z głównych powodów, dla których nie podchodził entuzjastycznie do pracy z młodym.

Awatar użytkownika
CureMar
Concert - The Cure Live
Posty: 1260
Rejestracja: niedziela, 26 maja 2002, 21:49
Numer gadu-gadu: 5308708
Lokalizacja: Gdańsk / Underneath the Stars
Kontakt:

Post autor: CureMar » sobota, 20 sierpnia 2005, 21:23

No to trzeba by przekopać się przez archiwum COF, bo pamietam, ze tam natomiast odnotowana została wypowiedź szefa AM Records mówiąca o tym, że ostateczny dobór utworów leżał w gestii RS.
"Ten pijak, który mruczy coś przez sen,
Że póki my żyjemy, Ona żyje też..."

Awatar użytkownika
Darek12.73
Faith
Posty: 353
Rejestracja: wtorek, 16 sierpnia 2005, 00:43
Numer gadu-gadu: 4387326
Lokalizacja: Ziemie Odzyskane

Post autor: Darek12.73 » niedziela, 21 sierpnia 2005, 15:13

Dowalam Rozczochranemu za to, że muszę tułać się w ostatniej dekadzie sierpnia po kraju papryki, a dwa dni później bratać się z braćmi Krzyżakami in Berlin. Ma koleś szczęście, że mam jeszcze wakacje.
Tak na marginesie: czy nas Polaków nie stać na organizację rockowego festiwalu z prawdziwego zdarzenia? The Cure nie przyjedzie przecież do Sopotu czy Opola. Może Mrongowo... :wink:

ola
Three Imaginary Boys
Posty: 61
Rejestracja: wtorek, 25 października 2005, 20:22
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: polska Północ

dowalmy grubasowi?

Post autor: ola » środa, 26 października 2005, 23:34

dopiero od niedawna jestem na tym forum,ale to wystarczy zeby sie wk...posty sa jeszcze z lata(moze komus przygrzalo?)-to niewazne.chodzi o to ,ze chyba tylko w polsce cos takiego jest mozliwe.czy to forum anty-fanow cure?rozumiem,ze mozna oceniac muzyke,ale to co wypisywaliscie o NICH jest poprostu PODLE.

Awatar użytkownika
Carla
Japanese Whispers
Posty: 715
Rejestracja: piątek, 26 września 2003, 11:36
Numer gadu-gadu: 7285848
Lokalizacja: Dokąd?!

Post autor: Carla » środa, 26 października 2005, 23:38

ola, kwestia przyzwyczajenia i odpowiedniego dystansu... Ironia jeszce nikomu nie zaszkodziła. Poza tym nie ma nic gorszego niż "ślepe zapatrzenie" w idola. To trąci demagogią.
pozDrawiaM ;-)
Gdyby były same piękne chwile
Nie wiedziałabym, że żyję...

ola
Three Imaginary Boys
Posty: 61
Rejestracja: wtorek, 25 października 2005, 20:22
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: polska Północ

demagogia

Post autor: ola » środa, 26 października 2005, 23:48

nie to mam na mysli,nie jestem slepo zapatrzona nastolatka(ten etap mam juz za soba),ale uwaza ,ze publiczne zjezdzaniewygladu osoby ,ktora sie lubi jest conajmniej nie w porzo

ODPOWIEDZ