Niemowlęctwo muzyczne, czyli od czego się wszystko zaczęło

Nie samym Cure...
Awatar użytkownika
martab
Boys Don't Cry
Posty: 194
Rejestracja: sobota, 12 czerwca 2004, 13:27
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: martab » niedziela, 15 sierpnia 2004, 21:39

U mnie wszystko sie zaczęło od Majki Jeżowskiej : P Następnie jedeyne co było w domu to kasety Lady Pank breta wiec słuchałam tego (miałam wtedy może 8 lat) W okolicach piątej kalsy postawówki zdarzył mi sie powazny odchył - polubiłam zespół Aqua i Łzy. Jednakże te sympatie tak szybko odeszły jak przyszły a to przez jeden zespół. W czasie wakacji pomiędzy 6 klasą podstawówki a 1 gimnazjum usłyszałm Hey'a i zaczarowałam sie tym zespołem, następnie pojawiła sie Pidżama Porno (mam obecnei totalna jazdę na ten zespół :wink: ) I tak ponad rok temu usłyszałm Placebo potem The Cure a jeszcze w między czasie obejrzałm film "My, dzieci z dworca Zoo" gdzie pojawił sie David Bowie... I to chyba wszystko jak do teraz... A ze mam tylko 16 lat(swoją drogą to jestem tu chyba jedna z najmłodszych...) to chyba jeszcze dużo przede mną...

P.S. Oczywiście po drodze było jeszcze masę mniej ważnych wykonawców których lubiłam (i w wielu wypadkach nadal lubię)

Awatar użytkownika
Earthling
Entreat
Posty: 2635
Rejestracja: wtorek, 28 maja 2002, 19:10
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Solaris
Kontakt:

Post autor: Earthling » niedziela, 15 sierpnia 2004, 21:41

martab pisze:a jeszcze w między czasie obejrzałm film "My, dzieci z dworca Zoo" gdzie pojawił sie David Bowie...
Nawet nie wiesz jak miło czyta mi się takie słowa... :)
"Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Niczemu ani nikomu, nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury powstrzymuje blask dwóch słońc, pamiętając wszystko..."

Awatar użytkownika
frankenstein
Concert - The Cure Live
Posty: 1394
Rejestracja: piątek, 24 maja 2002, 09:45
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa - miasto zmartwychwstałe

Post autor: frankenstein » niedziela, 15 sierpnia 2004, 22:31

Ha! Dobra - skoro jest dzień dobroci dla Earthlinga, to opiszę tu sytuację, jaka przydarzyła mi się w któregoś Sylwestra, chyba w 1998 roku. Otóż tego dnia, i to w późny sylwestrowy wieczór warszawska regionalna telewizja postanowiła zapuścić koncert Bowiego z okazji 50-urodzin w Madison Square Garden. Nie wiem - pewnie kupili to i nie wiedzieli, co z tym zrobić, więc wyemitowali w Sylwka, gdy pewnie nikt nie oglądał takich rzeczy :wink: A ja ze swą ówczesną lalą pojechałem na Sylwka do znajomych, wpadamy tam, a ja - wiedząc, że był tam Rob - od razu do telewizora wyniesionego w ustronne miejsce, siadam i oglądam. Ktoś jeszcze przyniósł mi jakieś balony do napompowania, więc siedziałem i pompowałem w oczekiwaniu na Kudłatego. Wreszcie wychodzi i jako drugie chyba zagrali z Davidem "Quicksand" (nagranie pewnie wszyscy tu znają). Pamiętam, że strasznie micha mi się cieszyła, jak widziałem Roba szczęśliwego jak dziecko z faktu, że gra w duecie ze swym idolem :)

A Bowiego zawsze lubiłem, od czasów katowanego przez Szewczyka w latach 80-tych "Let's Dance" i "Tonight" w duecie z Tiną Turner :shock: Jako dzieciak lubiłem ten moment, jak w pewnym momencie pojawiał się na scenie w tym swoim białym, kiczowatym smokingu i publika sikała w gacie 8)

A ostatnio znowu sporo czasu panu Jonesowi poświęcam. Ostatnie 15 lat Bowie moim zdaniem ma znowu bardzo dobre! A od czasu "Zagubionej Autostrady" wariuję na punkcie "I'm Derranged"...
Dla mnie wszyscy ludzie wyglądają tak samo.
Ray Charles

mimoza
Three Imaginary Boys
Posty: 148
Rejestracja: niedziela, 9 maja 2004, 08:57

Post autor: mimoza » niedziela, 15 sierpnia 2004, 22:36

Dalej w temacie Bowiego: w szóstej klasie podstawówki zapałałam do niego "głębszym" uczuciem. Uczuciem, którego wcześniej nie znałam: pociągał mnie i przerażał. Było to dla mnie dziecka zbyt dorosłe chyba uczucie, bo postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy i z czasem udało mi się od niego uwolnić.

Awatar użytkownika
arq
Pornography
Posty: 559
Rejestracja: niedziela, 2 lutego 2003, 01:30
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: z dębowej jesionki

Post autor: arq » niedziela, 15 sierpnia 2004, 22:44

A chcecie wiedzieć co ja myślę na temat Bowiego z lat 80tych? Nie, nie chcecie... :twisted:
Powiem tylko że po "Let's Dance" i "Tonight", nigdy nie pokocham tego faceta.
Imagine there's no Heaven, it's easy if you try.

Awatar użytkownika
frankenstein
Concert - The Cure Live
Posty: 1394
Rejestracja: piątek, 24 maja 2002, 09:45
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa - miasto zmartwychwstałe

Post autor: frankenstein » niedziela, 15 sierpnia 2004, 22:47

Umówmy się, że lata 80-te nie były dla niego najlepszym okresem... Ale jak się było kajtkiem, to i gust był inny. Natomiast od "Black Tie White Noise" było już co najmniej przyzwoicie.
Dla mnie wszyscy ludzie wyglądają tak samo.
Ray Charles

Awatar użytkownika
s'the figurehead
Disintegration
Posty: 2071
Rejestracja: niedziela, 23 maja 2004, 12:32
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Bóg wie gdzie...

Post autor: s'the figurehead » niedziela, 15 sierpnia 2004, 23:14

W okresie szkoły podstawowej, miałem wytapetowany cały pokój plakatami z ówczesnych periodyków typu: Zarzewie; Wybrzeze; Razem; itp. Na jednym z nich był właśnie Bowie. Dlaczego akurat Jego plakat szczególnie pamiętam?
Otóż wyobraźcie sobie, że jak miałem 10-12 lat (?), dotarła do mnie wiadomość (jak? skąd? - nie mam pojęcia! ), że David Bowie zamordował swoją teściową albo matkę - nie pamietam. W każdym bądź razie, gdy zbliżał się wieczór, nie mogłem patrzeć ze strachu na ten plakat i po jakimś czasie z radością go usunąłem. Tak wyglądał mój "pierwszy raz" z Artystą- Kameleonem... 8)

Awatar użytkownika
frankenstein
Concert - The Cure Live
Posty: 1394
Rejestracja: piątek, 24 maja 2002, 09:45
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Warszawa - miasto zmartwychwstałe

Post autor: frankenstein » niedziela, 15 sierpnia 2004, 23:21

No, kochany - zamordować matkę, a zamordować teściową, to zasadnicza, wręcz fundamentalna różnica :lol: :lol: :lol:
Dla mnie wszyscy ludzie wyglądają tak samo.
Ray Charles

Awatar użytkownika
Earthling
Entreat
Posty: 2635
Rejestracja: wtorek, 28 maja 2002, 19:10
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Solaris
Kontakt:

Post autor: Earthling » niedziela, 15 sierpnia 2004, 23:49

No nie przesadzajcie z tym dniem dobroci dla Earthlinga, bo mi się jeszcze we łbie przewróci :twisted: Odpiszę zbiorowo, co by nie produkować niezliczonej ilości postów.
frankenstein pisze:Otóż tego dnia, i to w późny sylwestrowy wieczór warszawska regionalna telewizja postanowiła zapuścić koncert Bowiego z okazji 50-urodzin w Madison Square Garden (...)
A wyobraź sobie, że ja do dzisiaj nie oglądałem tego koncertu. Po prostu nigdzie nie mogę go dostać, więc pozostaje mi tylko słuchać bootlega. Z całego urodzinowego show Bowiego najbardziej podobają mi się właśnie piosenki z Robertem - przepiękny Quicksand (tekstowo jeden z najlepszych kawałków Bowiego) i psychodeliczny The Last Thing You Should Do.
frankenstein pisze:A Bowiego zawsze lubiłem, od czasów katowanego przez Szewczyka w latach 80-tych "Let's Dance" i "Tonight" w duecie z Tiną Turner :shock: Jako dzieciak lubiłem ten moment, jak w pewnym momencie pojawiał się na scenie w tym swoim białym, kiczowatym smokingu i publika sikała w gacie 8)
Faktycznie to fajny moment. Wymuskany, nieskazitelny Bowie w ciekawy sposób kontrastuje ze zziajaną i przepoconą Tiną :D
frankenstein pisze:A ostatnio znowu sporo czasu panu Jonesowi poświęcam. Ostatnie 15 lat Bowie moim zdaniem ma znowu bardzo dobre! A od czasu "Zagubionej Autostrady" wariuję na punkcie "I'm Derranged"...
Nie dziwi mnie to, fantastyczny utwór z równie wspaniałego albumu. I pomyśleć, że Bowie miał 47 lat w momencie jego nagrywania. Pokażcie mi drugiego takiego artystę, który w tym wieku nagrałby taką płytę.
mimoza pisze:Dalej w temacie Bowiego: w szóstej klasie podstawówki zapałałam do niego "głębszym" uczuciem. Uczuciem, którego wcześniej nie znałam: pociągał mnie i przerażał. Było to dla mnie dziecka zbyt dorosłe chyba uczucie, bo postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy i z czasem udało mi się od niego uwolnić.
Wiesz, to jest ciekawe, ale Bowie ma w sobie coś takiego, że wielu ludzi przeraża ale i zarazem fascynuje.
arq pisze:A chcecie wiedzieć co ja myślę na temat Bowiego z lat 80tych? Nie, nie chcecie...
Powiem tylko że po "Let's Dance" i "Tonight", nigdy nie pokocham tego faceta.
Bowie sam dziś przyznaje, że lata 80. były najgorszym okresem w jego karierze. Jednak dla mnie Let's Dance jest arcydziełem inteligentnego, eleganckiego popu. W sumie to już klasyka. Zgadzam się jednak co do Tonight - to faktycznie słaba płyta. Nieciekawa jest też Never Let Me Down z 1987 r., ale Bowie ma to do siebie, że nawet na tych mniej udanych krążkach znajdują się prawdziwe perły. Na Tonight taką perłą jest Loving The Alien, na NLMD - Glass Spider. A tak a propos tych dwóch płyt, to Bowie wyznał kilka lat temu że są one jedynymi, z których nie jest zadowolony i najchętniej nigdy by ich nie nagrał.

A, i chciałem zdementować pogłoski, jakoby rzekomo Bowie zamordował własną matkę czy teściową. Nie wiem w jaki sposób dotarła do Ciebie ta informacja, s'the figurehead, ale uwierz mi - jest to bzdura totalna :)
"Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Niczemu ani nikomu, nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury powstrzymuje blask dwóch słońc, pamiętając wszystko..."

Awatar użytkownika
Mary_Poole
Faith
Posty: 372
Rejestracja: piątek, 14 czerwca 2002, 12:26
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Szczecinek\Toruń
Kontakt:

Post autor: Mary_Poole » poniedziałek, 16 sierpnia 2004, 00:50

Z cyklu"Drapiemy Earthlinga za uszkiem":

A ja pamiętam, że moj pierwszy kontakt z davidem Bowie to był film Labirynt o durnej sarze, która była tępą, rozpieszczona laleczką. Na początku filmu był taki fajny robacek, który na pytanie:
-Czy powiedziałeś przed chwilą cześć?
odpowiedział:
-Nie, powiedziałem ceść, a to różnica.
Później wkracza nasz kameleon w pieknym tapirze i dośc obcisłych majtaskach :oops:

Ale soundtrack to tego filmu do dziś jes jednym z moich ulubionych

"You remind me of the babe.
What babe?
Babe with the power.
What power?
Power of voodoo.
Who do? You do.
Do what?
Remind me the babe."
How many times must I say: "I'm not sorry"?

Awatar użytkownika
starla
Boys Don't Cry
Posty: 163
Rejestracja: poniedziałek, 19 lipca 2004, 20:24
Numer gadu-gadu: 0
Kontakt:

Post autor: starla » poniedziałek, 16 sierpnia 2004, 01:06

gratuluje tematu!!!
moje fascynacje muzyczne, a mowie o tych bardzo wczesnych siegaja po najweikszy kicz, tak zwane przeze mnie obecnie soft porno i sa dla mnie nie powiem tematem dosc wstydliwym...
Gdy mialam 5-6 lat, wraz z moja kuzynka Karolinka, bylysmy wielkimi entuzjastkami muzyki zwanej disco w polu.W pozniejszych latach zmienilysmy upodobania na spice girls ktor rowniez mozna zaliczyc do kategorii:niewybaczalne.obecnie staram to sobie tlumaczyc zawirowaniem zyciowym, uwiklaniem sie w jakis dziwny trend i nieznajomoscia jezyka angielskiego- naprawde nie wiedzialam o jak koszmarne sa ich dokonania w dzidzinie tekstow:/Byl to jednak ostatnia z grup z polki totalny kicz, od tamtego momentu bywalo coraz lepiej....
za moja muzyczna edukacje z pewnoscia odpowiada moj ojciec, ktore chcac nie chcac 'zarazil' mnie gustem.Zaczelam siegac po raz to mocniejsze rzeczy t.j nirvana, pearl jam, smashing pumpkins.W dalszym ciagu sa to dla mnie zespoly wazne-bardzo wazne jednak zaczelam siegac po plyty z innej domowej polki a mianowicie cocteau twins czy the cure...obecnie wraz z zespolem takim jak placebo, david'em bowie'm PJ Harvey i radiohead sa najwspanialszymi artystami....(the cure ponad wszystko!)
coz jest piekniejsze niz poezja????
~body and soul can never be married~

Awatar użytkownika
Earthling
Entreat
Posty: 2635
Rejestracja: wtorek, 28 maja 2002, 19:10
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Solaris
Kontakt:

Post autor: Earthling » poniedziałek, 16 sierpnia 2004, 01:19

Mary_Poole pisze: A ja pamiętam, że moj pierwszy kontakt z davidem Bowie to był film Labirynt o durnej sarze, która była tępą, rozpieszczona laleczką.
Tu się zgodzę - zamiast przystać na propozycję Jaretha (tak się nazywał grany przez DB król goblinów) i zostać jego kochanką na wieki, ona wolała ratować swojego wstrętnego brata, który cały czas płakał. Nie wiem, co nią kierowało ;)
A robacek 'ceść' był bezbłędny!
"Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Niczemu ani nikomu, nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury powstrzymuje blask dwóch słońc, pamiętając wszystko..."

Awatar użytkownika
Mary_Poole
Faith
Posty: 372
Rejestracja: piątek, 14 czerwca 2002, 12:26
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Szczecinek\Toruń
Kontakt:

Post autor: Mary_Poole » poniedziałek, 16 sierpnia 2004, 01:21

Earthling pisze:
Mary_Poole pisze: A ja pamiętam, że moj pierwszy kontakt z davidem Bowie to był film Labirynt o durnej sarze, która była tępą, rozpieszczona laleczką.
Tu się zgodzę - zamiast przystać na propozycję Jaretha (tak się nazywał grany przez DB król goblinów) i zostać jego kochanką na wieki, ona wolała ratować swojego wstrętnego brata, który cały czas płakał. Nie wiem, co nią kierowało ;)
A robacek 'ceść' był bezbłędny!
Pamiętam stwierdzenie:

"kochaj mnie, bój się mnie, bądź mi posłuszna, a będe Twym niewolnikiem"

No sorry gdyby się wreszcie znalazł facet, kitóry powiedziałby mi to prosto w twarz to bym rzuciła wszystko i poszła mu rodzić dzieci:D:D:D:D:D:D
How many times must I say: "I'm not sorry"?

Awatar użytkownika
Earthling
Entreat
Posty: 2635
Rejestracja: wtorek, 28 maja 2002, 19:10
Numer gadu-gadu: 0
Lokalizacja: Solaris
Kontakt:

Post autor: Earthling » poniedziałek, 16 sierpnia 2004, 01:33

Mary_Poole pisze: Pamiętam stwierdzenie:

"kochaj mnie, bój się mnie, bądź mi posłuszna, a będe Twym niewolnikiem"

No sorry gdyby się wreszcie znalazł facet, kitóry powiedziałby mi to prosto w twarz to bym rzuciła wszystko i poszła mu rodzić dzieci:D:D:D:D:D:D
Ja też, ale tylko wtedy gdyby tym facetem był David Bowie :twisted: Aczkolwiek dzieci to ja bym mu chyba nie urodził, ale trudno. Mam inne zalety :twisted:
"Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Niczemu ani nikomu, nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury powstrzymuje blask dwóch słońc, pamiętając wszystko..."

mimoza
Three Imaginary Boys
Posty: 148
Rejestracja: niedziela, 9 maja 2004, 08:57

Post autor: mimoza » poniedziałek, 16 sierpnia 2004, 07:05

Mary_Poole pisze: Pamiętam stwierdzenie:

"kochaj mnie, bój się mnie, bądź mi posłuszna, a będe Twym niewolnikiem"
Właśnie sobie przypomniałam co mnie w nim tak pociągało i przerażało...
Mary_Poole pisze: No sorry gdyby się wreszcie znalazł facet, kitóry powiedziałby mi to prosto w twarz to bym rzuciła wszystko i poszła mu rodzić dzieci:D :D :D :D :D :D
ja też :!: ja też :!:

ODPOWIEDZ